niedziela, 7 września 2008

Sezon. Na łosia.

Sezon jesienny rozpoczęty. Czekają rzeczy przyjemne i nieprzyjemne.

Rozpoczęty awanturą w rodzinie. Bawi mnie jak ludzie nie wierzą, oni są aż tak porąbani. I muszą jak Fi lub Przem troszkę posłuchać lub zobaczyć żeby uwierzyć. Już się nie przejmuję i zostają tylko potem dziwne sny z dużą dawką agresji, ohydy i strychów. I rzeczy które zostają na dnie pamięci z tamtych czasów.

Sezon ma kilka rzeczy paskudnych i trudnych i kilak fajnych. Nie fajne to powrót do pracy ( ja się nie nadaję do wstawania i etatowej pracy w biurze) i oddawanie Natalii do Przedszkola. Będę kombinować jak koń pod górkę z etatem 35 h żeby jakoś ją odbierać przed drzemką choć będzie mnie to kosztować 3 dni wstawania 5:30 i wychodzenia o 6. I kolejne dwa dni siedzenia po 10 godzin. Zobaczymy. Twardym trza być nie miętkim.

Na plus: Fajności (-;
13 września Turandot (Berlninie na nowocześnie)
Jakoś we wrześniu – sesja ars magica
26 października Faust Wiedeń
11 Listopad – Upiór Opery na baletowo – Praga
29 listopad – Biesy Teatr STU w Krakowie
06 12 - mikołajki folkowe Lublin
Grudzień – święta tylko dla nas


(-; No to da się żyć ogólnie, nie?

1 komentarze:

księżniczka pisze...

Nic nie piszesz...czyżby łoś został już odstrzelony??? Codziennie tu pukam...a tylko wiatr mi odpowiada.

Prześlij komentarz