Grafomaństwo to choroba przewlekła, jak pisała Aniołak. Obecnie przeżywam męki twórcze względem tekstu do SKF'u. Sama wymyślałam temat „duchy” a wen prysł. I rwę włosy z głowy.
Na dodatek czytałam ostatnio Miasto Śpiących Książek Waltera Moersa i Rzeczy Ulotne Neila Gaimana. Przy obu lekturach maiłam ochotę wstawać co kila minut i bić brawa na stojąco. To pisali Mistrzowie. Czy warto w ogóle pisać, jeżeli ma sie wątpliwości, czy kiedykolwiek doskoczy się do takiego poziomu. Ostatnio przyrównano mnie do prozy Martina. Porażka. Powinnam schować klawiaturę, długopisy i ołówki i nawet na nie nie spoglądać. Ale co ja poradzę, że słowa, te czytane i pisane, mnie zaczarowały?
0 komentarze:
Prześlij komentarz