Jestem ostano do tyłu z
recenzjami. Zatem do dzieła.
Dwie zupełnie różne
książki, chociaż w jakiś sposób związane. Od zbierania
materiałów do Ś. mam obsesję nad wizją świata po zagładzie.
czasem chodzę ulicami mojego miasta i wyobrażam sobie, że nie
jeżdżą samochody, wszędzie wyrosły wielkie drzewa.
Nakręcana dziewczyna
Paula Bacigalupiego czytało mi się na początku bardzo ciężko.
Jak się potem okazało dużo może być w tym winy tłumacza. Ale
też to, że autor wrzuca nas w świat na głęboką wodę - i co
jest czym, a kto jest kim dowiadujemy się po ponad połowie książki.
Za to kiedy już się dowiadujemy, akcja toczy się rewelacyjnie.
Dwa duże plusy książki.
Świetny pomysł: na świecie kończą się zasoby węgla i ropy.
Wszystko działa na jakiejś topornej mechanice, a główną gałęzią
rozwoju jest genetyka. Koncerny tworzą odporne na choroby nasiona
roślin i choroby, które niszczą te plony, które nie zostały
przez niech wyprodukowane. Dość bezwzględna wojna w której stawką
jest głód. A drugi plus to niesamowicie barwnie przedstawione
postacie. Niejednoznacznie, z pazurem i osobowością.
Kiedyś wszelkie książkowe
i filmowe wersje przyszłości potwornie mnie irytowały. Teraz już
wiem czemu. Autor coś tam sobie wymyślał w technologi, ale poza
zmianą dekoracji tak naprawdę nic się nie zmieniało. Tu mamy
jeden z tych rzadkich przypadków, gdzie za zmiany technologicznymi
idą zmiany polityczne, kulturowe i socjologiczne. Rewelacja.
Druga rzecz to już typowe
postapo, a może właściwe fantastyka w dekoracjach post-apo, bo w
świecie po zagładzie wyroiło się tyle dziwacznych stworzeń, że
chyba już można mówić o fantastyce. Korzenie Niebios Tulia
Avoleda to książka napisana w świecie Metra 2033. Jest inna niż
pierwowzór, tak jak Metro było rosyjskie, tak Korzenie Niebios są
włoskie. Katolicki ksiądz John Daniels wyrusza wraz z Gwardią
Szwajcarską z Nowego Watykanu do Wenecji w poszukiwaniu ostatniego
członka kolegium kardynalskiego. Cała książka jest cudowna, przez
trzy dni olałam moje obowiązki matki polki ( tfu, tfu, tfu) i
połknęłam ja an jeden raz. Książka jest genialna, przez kilka
dni po nie mogłam się otrząsnąć z wizji zamarzniętej stojącej
na palach Wenecji pełnej zjaw i duchów. Plus jeszcze coś co kiedyś
znalazłam w Endymionie; wizja relacji człowiek/ Bóg kiedy cały
świat się zmieni. Dziwne, wciągające, mroczne.
A tymczasem w krainie
wombatów;
- goście w domu więc
pieczemy ciasto truskawkowo jagodowe, które wygląda tak;
A smakuje jeszcze lepiej.
- Jestem w trakcie rozmów
o pracę. Nie chce nic pisać, bo to jest zbyt fajne, żeby było
prawdziwe. Ale jeżeli, jeżeli...to będzie zajebiście.


0 komentarze:
Prześlij komentarz