sobota, 29 czerwca 2013

Między książkami a truskawkami.


Jestem ostano do tyłu z recenzjami. Zatem do dzieła.

Dwie zupełnie różne książki, chociaż w jakiś sposób związane. Od zbierania materiałów do Ś. mam obsesję nad wizją świata po zagładzie. czasem chodzę ulicami mojego miasta i wyobrażam sobie, że nie jeżdżą samochody, wszędzie wyrosły wielkie drzewa.

Nakręcana dziewczyna Paula Bacigalupiego czytało mi się na początku bardzo ciężko. Jak się potem okazało dużo może być w tym winy tłumacza. Ale też to, że autor wrzuca nas w świat na głęboką wodę - i co jest czym, a kto jest kim dowiadujemy się po ponad połowie książki. Za to kiedy już się dowiadujemy, akcja toczy się rewelacyjnie.
Dwa duże plusy książki. Świetny pomysł: na świecie kończą się zasoby węgla i ropy. Wszystko działa na jakiejś topornej mechanice, a główną gałęzią rozwoju jest genetyka. Koncerny tworzą odporne na choroby nasiona roślin i choroby, które niszczą te plony, które nie zostały przez niech wyprodukowane. Dość bezwzględna wojna w której stawką jest głód. A drugi plus to niesamowicie barwnie przedstawione postacie. Niejednoznacznie, z pazurem i osobowością.


Kiedyś wszelkie książkowe i filmowe wersje przyszłości potwornie mnie irytowały. Teraz już wiem czemu. Autor coś tam sobie wymyślał w technologi, ale poza zmianą dekoracji tak naprawdę nic się nie zmieniało. Tu mamy jeden z tych rzadkich przypadków, gdzie za zmiany technologicznymi idą zmiany polityczne, kulturowe i socjologiczne. Rewelacja.


Druga rzecz to już typowe postapo, a może właściwe fantastyka w dekoracjach post-apo, bo w świecie po zagładzie wyroiło się tyle dziwacznych stworzeń, że chyba już można mówić o fantastyce. Korzenie Niebios Tulia Avoleda to książka napisana w świecie Metra 2033. Jest inna niż pierwowzór, tak jak Metro było rosyjskie, tak Korzenie Niebios są włoskie. Katolicki ksiądz John Daniels wyrusza wraz z Gwardią Szwajcarską z Nowego Watykanu do Wenecji w poszukiwaniu ostatniego członka kolegium kardynalskiego. Cała książka jest cudowna, przez trzy dni olałam moje obowiązki matki polki ( tfu, tfu, tfu) i połknęłam ja an jeden raz. Książka jest genialna, przez kilka dni po nie mogłam się otrząsnąć z wizji zamarzniętej stojącej na palach Wenecji pełnej zjaw i duchów. Plus jeszcze coś co kiedyś znalazłam w Endymionie; wizja relacji człowiek/ Bóg kiedy cały świat się zmieni. Dziwne, wciągające, mroczne. 

 



A tymczasem w krainie wombatów;
- goście w domu więc pieczemy ciasto truskawkowo jagodowe, które wygląda tak;




A smakuje jeszcze lepiej.

- Jestem w trakcie rozmów o pracę. Nie chce nic pisać, bo to jest zbyt fajne, żeby było prawdziwe. Ale jeżeli, jeżeli...to będzie zajebiście.

0 komentarze:

Prześlij komentarz