-->
Ostatnio padam na pyszczek ze zmęczenia i to niemal dosłownie. Zapatrzyłam się w karnet na siłownię i staram się ćwiczyć trzy razy w tygodniu. Zaczęło się od spotkania z trenerem, który najpierw mnie pomierzył maszyna która robi PING sprawdza ile masz kości, tłuszczu i czego tam jeszcze. Okazało się, że mój wiek na postawie sprawności orgazmu i budowy jest 7 lat niższy od metrykalnego. Dobrze.
Zapisał mi ćwiczenia zarówno siłowe jak i przynajmniej pól godzinki spalania tłuszczu na różnych maszynach do męczenia się. Powiem tyle: jest cudownie. Przy skrajnym zmęczeniu w organizmie wydzielają się substancje i hormony o których nawet sama nie miałam pojęcia. I dają solidnego kopa.
Na początku przeszkadzała mi atmosfera współczesnego gymnasionu, ale od kiedy odkryłam słuchawki z muzyką i co lepsze z audiobookami to jestem w domu. ( Swoją drogą wszystkie oplecenia fajnych audiobooków mile widziane).
Oprócz trzech razy po półtorej godzin ćwiczeń mam też możliwość obserwacji socjologicznych ludu ćwiczącego. Ogólnie grupki są trzy
- panowie z hantelkami - tacy szersi niż wyżsi, z ponurymi minami i mięśniami, które starczyłby na cztery inne osoby
- młode dziewczyny - w pojedynkę z słuchawkami na uszach
- grupki pań lat 50+ rozchichotane emerytki chodzące na siłownię codziennie w godzinach rannych - traktujące ćwiczenia jako zamiennik kółka różańcowego
Ogólnie jest strasznie fajnie i nie wiedziałam, że po 1,5 godzinnym treningu mogę być tak zrelaksowana. I tylko jedno nie zastanawia. Polska wydaje majątek na refundację leków - najczęściej nie tych ratujących życie w rzadkich chorobach - ale często niepotrzebnych. Polacy zażywają mnóstwo specyfików. A nie ćwiczą. I nikomu nie przyszło do głowy, że zamiast kolejnego marketu może bardziej przyda się centrum sportowe, basen, albo siłownia. Że może nie każdego emeryta stać na taki karnet, ale gdyby go dofinansować, to ruch uchroniłby go od zażywania części lekarstw.
A poza ćwiczeniami, które skutecznie odrywają mnie od komputera to właśnie skończyłam / jestem w trakcie remontu kuchni. Stałam się szczekliwą posiadaczką zmywarki i zmieniłam sto rzeczy. Zdjęcia będą jak się wygrzebię ze sprzątania. Niestety jak to przy remontach bywa jak się tylko skończy to...zaraz widać co jeszcze koniecznie trzeba zrobić. I jest strasznie tajny plan, ale szaaa, bo Pan Kot się dowie.
A to moja ulubiona muza do ćwiczeń. Bo wysiłek musi być epicki. Tak jakbyśmy na tej cholernej bieżni ratowali Imperium (-; Tylko troszkę widoczki mtv w tle tworzą dysonans. (-;
I jeszcze jedno.
Kochani czytelnicy bloga. Jak wiecie parem się tfu-rczoscią i może część z was czytała Śmierciowsko. Jeżeli wam się choć troszkę podobało, to do zapraszam do głosowania na Zajdla.
„Anna Głomb - Śmierciowisko” tylko do połowy czerwca.
Wystarczy wysłać jednego maila - szczegóły tutaj http://www.zajdel.art.pl/o-nagrodzie.html
0 komentarze:
Prześlij komentarz