Trochę brakuje mi dawnego layauto
bloga. Wszystkich linków i szpargałów. Nie do końca się jeszcze
przeprowadziłam. Wakacje toczą się leniwie z książkami i masą
dobrego jedzenia. jak ja mam się odchudzać, kiedy wokół jagody,
czereśnio, bakłażan, cukinia, pomidory? Jasne, podobno mało
kaloryczne. Zwłaszcza, jeżeli je się to wszystko na kilogramy.
W piątek miałam w Rudym Goblinie
strasznie fajne spotkanie, z kimś z kim nie widziałam dobrych kilka
lat. I okazało się, że przyjaźń to wytrzymała bestia. Świetnie
było (-; Dziękuje M (-; A list z runami jeszcze mam.
Poza tym młody nie chodzi teraz do
żłoba więc mamy cały cza dla siebie. Źle bo nie pisze - nie mam
kiedy skupić i pozbierać się po ostatnich ...wydarzeniach
związanych z wydawnictwem. Ale są też plusy. Mamy okazję być
razem cały czas bez przerwy. Młody jest najbardziej pogodnym i
radosnym dzieckiem jakie znam. Opanował nocnik w ciągu kilku dni,
kiedy tylko z zauważył, że można to robić samemu. Bo dalej nie
woła na nocnik, po prostu staje na krzesełko, otwiera łazienkę i
idzie.
Ogólnie młody nic nie woła.
Zauważałam, ze skubaniec rozumie wszystko, pokazuje kolory, obrazki
oznaczające czarowniki i rzeczowniki. A jego słownik składa się
niezmiennie z „tata i mama” wypowiadanego oszczędni i zazwyczaj
o którymś z rodziców a nie do niego. Oprócz tego jest jeszcze
„ko” oznaczające kakao, oraz „am” znaczące „sam” ( a
sam chce robić wszystko, co powoduje, że dość często chodzi w
garderobie tył na przód). Jest też „taaa” które znaczy tak i
„ne” które znaczy nie. Co ciekawe tak mówi częściej niż nie.
Oprócz tego posługuje się całą
gamą kwęknięć, jęknięć, wariantów literek E i Y O. Ten
słownik nie ułatwia komunikacji, ale jego zdolność mimiki i
pokazywania wszystkiego jakoś to nadrabia. I wyprzedzając
komentarze; nie nie zamierzam iść do logopedy. Rozwija się dość
szybko, tylko nie gada bo mu się nie chce. A jako psycholog mam dość
ograniczone zaufanie do innych psychologów, logopedów i pedagogów.
Ostatniej osobie, która zaproponowała, że może już pójdę do
logopedy zaproponowałam pójście do seksuologa, żeby nie była
taka smętna.
A Młody wygląda tak:
Wakacie wyprawy zaczynamy 20 lipca
Bieszczadami, które będą dość stacjonarne, chociaż liczę, że
uda mi się z młodą zaliczyć połoniny. Potem z Przemyśla jadę
pociągiem z młodymi do Gdyni, gdzie Nat będzie się uczyć
żeglować. Potem Flamberg i jeszcze raz morze ale już w pełnym
składzie. Zapowiada się dość fajnie. Zwłaszcza, że nie wiadomo
ile mi jeszcze tych wakacji zostało.
Jestem po rozmowach w Centrum
Kryzysowego Wsparcia Dzieci i Młodzieży. Są duże szanse, ale
jeszcze nic na pewno ( pewnie w połowie sierpnia się wyjaśni) więc
złożyłam też dokumenty do Poradni Pedagogicznej. Ponieważ to
drugie miejsce ma opinię najbardziej przetartego znajomościami i
koneksjami to nie sądzę, żeby się odezwali. Chociaż warunki
spełniam. Co zrobię jeżeli będą mnie chcieli tu i tu? Nie wiem.
Ośrodek jest ciekawsze, ale praca na etacie 40 h trudniejsza do
ogarnięcia. Zresztą bardziej przydadzą się rozważania, co zrobić
jak mnie ani tu, ani tu nie będą chcieli.
Właśnie pod kątem poradni i szkół
zrobiłam podyplomowo kwalifikacje pedagogiczne. I jeden wniosek (już
mogę bo jestem po obronie) : Tak żenującego poziomu studiów nie
spodziewałam się w najśmielszych wyobrażeniach Zajęcia
notorycznie przepadały, były prowadzone w dużym stopniu przez
ludzi, którzy o niczym nie mieli pojęcia i nawet nie starali się
przygotować. Zaliczenia były udawane, egzaminy ...sami się
domyślcie. Ale ustawa wymaga papierka, uczelnia daje papierek. I
pilnuje żeby czesne wpływało.
A z książki skończyłam waśnie Cyrk
Nocy i mam dość mieszane uczucia. Jak ktoś szuka lekkiej, lekko
egzaltowanej książki w stylu Zafona to jest dobra. W ogóle książka
jest rewelacyjnie napisana, bardzo malarska z mnóstwem cudownych
magicznych pomysłów. Plus narracja, w której wątki z przyszłości
mieszają się z przeszłością tworząc bardzo efektowny patchwork.
W ogóle Cyrk Nocy mógłby być książka genialną, gdyby pod
naporem świetnych dekoracji ostała się jakaś fabuła. Osią
wydarzeń jest niemożliwa do spełniania miłość, w której
niestety bohaterowie nie są na miarę Wichrowych Wzgórz i Upiora i
zupełnie sobie nie radzą. Ogólnie moment „ w której on wyznaje
jej miłość „ opadł ze mnie entuzjazm do książki jak powietrze
z przebitego balonu. Co nie zmienia faktu, że jako lekkie czytadło
bardzo efektowne i sprawnie napisane.Ogólnie daje 7 na 10, chociaż powinnam dać 3. Bo dobrze się bawiłam czytając.
A miałam zapytać, jeżeli ktoś tu w
ogóle bywa po przeprowadzce, czy możecie mi polecić dobre
audiobooki na siłownię? Skończyłam Mądre Dzieci Carter w wydaniu
słuchanym i są chyba jeszcze bardziej urocze. Teraz szukam czegoś
nowego.

0 komentarze:
Prześlij komentarz