wtorek, 9 lipca 2013

Z kraju i z wombata, czyli takie tam z czereśniami


Trochę brakuje mi dawnego layauto bloga. Wszystkich linków i szpargałów. Nie do końca się jeszcze przeprowadziłam. Wakacje toczą się leniwie z książkami i masą dobrego jedzenia. jak ja mam się odchudzać, kiedy wokół jagody, czereśnio, bakłażan, cukinia, pomidory? Jasne, podobno mało kaloryczne. Zwłaszcza, jeżeli je się to wszystko na kilogramy.

W piątek miałam w Rudym Goblinie strasznie fajne spotkanie, z kimś z kim nie widziałam dobrych kilka lat. I okazało się, że przyjaźń to wytrzymała bestia. Świetnie było (-; Dziękuje M (-; A list z runami jeszcze mam.

Poza tym młody nie chodzi teraz do żłoba więc mamy cały cza dla siebie. Źle bo nie pisze - nie mam kiedy skupić i pozbierać się po ostatnich ...wydarzeniach związanych z wydawnictwem. Ale są też plusy. Mamy okazję być razem cały czas bez przerwy. Młody jest najbardziej pogodnym i radosnym dzieckiem jakie znam. Opanował nocnik w ciągu kilku dni, kiedy tylko z zauważył, że można to robić samemu. Bo dalej nie woła na nocnik, po prostu staje na krzesełko, otwiera łazienkę i idzie.

Ogólnie młody nic nie woła. Zauważałam, ze skubaniec rozumie wszystko, pokazuje kolory, obrazki oznaczające czarowniki i rzeczowniki. A jego słownik składa się niezmiennie z „tata i mama” wypowiadanego oszczędni i zazwyczaj o którymś z rodziców a nie do niego. Oprócz tego jest jeszcze „ko” oznaczające kakao, oraz „am” znaczące „sam” ( a sam chce robić wszystko, co powoduje, że dość często chodzi w garderobie tył na przód). Jest też „taaa” które znaczy tak i „ne” które znaczy nie. Co ciekawe tak mówi częściej niż nie.
Oprócz tego posługuje się całą gamą kwęknięć, jęknięć, wariantów literek E i Y O. Ten słownik nie ułatwia komunikacji, ale jego zdolność mimiki i pokazywania wszystkiego jakoś to nadrabia. I wyprzedzając komentarze; nie nie zamierzam iść do logopedy. Rozwija się dość szybko, tylko nie gada bo mu się nie chce. A jako psycholog mam dość ograniczone zaufanie do innych psychologów, logopedów i pedagogów. Ostatniej osobie, która zaproponowała, że może już pójdę do logopedy zaproponowałam pójście do seksuologa, żeby nie była taka smętna. 

A Młody wygląda tak: 
 

Wakacie wyprawy zaczynamy 20 lipca Bieszczadami, które będą dość stacjonarne, chociaż liczę, że uda mi się z młodą zaliczyć połoniny. Potem z Przemyśla jadę pociągiem z młodymi do Gdyni, gdzie Nat będzie się uczyć żeglować. Potem Flamberg i jeszcze raz morze ale już w pełnym składzie. Zapowiada się dość fajnie. Zwłaszcza, że nie wiadomo ile mi jeszcze tych wakacji zostało.

Jestem po rozmowach w Centrum Kryzysowego Wsparcia Dzieci i Młodzieży. Są duże szanse, ale jeszcze nic na pewno ( pewnie w połowie sierpnia się wyjaśni) więc złożyłam też dokumenty do Poradni Pedagogicznej. Ponieważ to drugie miejsce ma opinię najbardziej przetartego znajomościami i koneksjami to nie sądzę, żeby się odezwali. Chociaż warunki spełniam. Co zrobię jeżeli będą mnie chcieli tu i tu? Nie wiem. Ośrodek jest ciekawsze, ale praca na etacie 40 h trudniejsza do ogarnięcia. Zresztą bardziej przydadzą się rozważania, co zrobić jak mnie ani tu, ani tu nie będą chcieli.

Właśnie pod kątem poradni i szkół zrobiłam podyplomowo kwalifikacje pedagogiczne. I jeden wniosek (już mogę bo jestem po obronie) : Tak żenującego poziomu studiów nie spodziewałam się w najśmielszych wyobrażeniach Zajęcia notorycznie przepadały, były prowadzone w dużym stopniu przez ludzi, którzy o niczym nie mieli pojęcia i nawet nie starali się przygotować. Zaliczenia były udawane, egzaminy ...sami się domyślcie. Ale ustawa wymaga papierka, uczelnia daje papierek. I pilnuje żeby czesne wpływało.

A z książki skończyłam waśnie Cyrk Nocy i mam dość mieszane uczucia. Jak ktoś szuka lekkiej, lekko egzaltowanej książki w stylu Zafona to jest dobra. W ogóle książka jest rewelacyjnie napisana, bardzo malarska z mnóstwem cudownych magicznych pomysłów. Plus narracja, w której wątki z przyszłości mieszają się z przeszłością tworząc bardzo efektowny patchwork. W ogóle Cyrk Nocy mógłby być książka genialną, gdyby pod naporem świetnych dekoracji ostała się jakaś fabuła. Osią wydarzeń jest niemożliwa do spełniania miłość, w której niestety bohaterowie nie są na miarę Wichrowych Wzgórz i Upiora i zupełnie sobie nie radzą. Ogólnie moment „ w której on wyznaje jej miłość „ opadł ze mnie entuzjazm do książki jak powietrze z przebitego balonu. Co nie zmienia faktu, że jako lekkie czytadło bardzo efektowne i sprawnie napisane.Ogólnie daje 7 na 10, chociaż powinnam dać 3. Bo dobrze się bawiłam czytając.



A miałam zapytać, jeżeli ktoś tu w ogóle bywa po przeprowadzce, czy możecie mi polecić dobre audiobooki na siłownię? Skończyłam Mądre Dzieci Carter w wydaniu słuchanym i są chyba jeszcze bardziej urocze. Teraz szukam czegoś nowego.

0 komentarze:

Prześlij komentarz