niedziela, 8 września 2013

Wombat idzie, nie ma na to rady


Dziwne.

Brak czasu na pisanie bloga świadczy o tym, że czasu jest zbyt mało, żeby się zatrzymać i zauważyć co się w ogóle dzieje. Wakacje minęły jednym mgnieniem. Bieszczady z końmi, Gdańsk, Jawornik. Potem dość imprezowy Flamberg tym razem pod namiotem z młodymi ( dziecko z karterem włożone do zimnego namiotu an noc zdrowieje) i cudowne lesiste Kopalino nad morzem. Teraz ze wszystkiego mam w głowie urywki obrazów, zapachów, strzępki rozmów. Podróżowałam samochodem, pociągiem, tramwajem wodnym, pieszo, stopa z dziećmi i wózkiem, tramwajami, trolejbusami. Miotły zabrakło, ale nie mam wersji z fotelikiem dla młodego.

I było to co w wakacjach lubię najbardziej, ruch, przemieszanie się, obserwując czas i przestrzeń zmieniającą się wokół mnie. Chwilowość i ruch. Kiedy się na chwilę zatrzymałam,  nad morzem wśród cudownych ludzi dopadła mnie klaustrofobiczna irytacja, że się zatrzymałam. Na szczęście dwadzieścia kilometrów pustą plażą skutecznie sprawiło, że znowu zrobiłam się socjalna.

A wyglądało tam tak; 






A tymczasem od tygodnia w pierwszej od trzech lat pracy. Jeszcze nie wiem jak jest. Może to będzie moja największa przygoda życia, może coś co mnie zabije. Na razie jestem ekstremalnie zmęczona. Raz, że nie jest to planowany etat z karty nauczyciela, a dwa to po godzinach, trzeba gotować na następny dzień. Powrót do domu o 21 i lepienie pierogów o północy boli.

Trudne jest też to, że po raz pierwszy mam tak ścisły podział na ja w pracy i ja poza pracę. Ze względu na jej charakter nie powinnam za dużo mówić a tym bardziej tu pisać ( bo to są sekrety życia już nie mojego) - a tam gdzie jestem też im mniej o sobie mówię tym lepiej. Z drugiej strony pracuję z niesamowitymi osobami, robimy rzeczy ważne i pożyteczne i właściwie zajmuję się tym co lubię i potrafię najlepiej. OGARNIAM No dobra boję się; jeżeli przez ileś tam lat wmawiali ci, że się nie nadajesz, to teraz nawet lecąc wysoko cały czas spodziewam się, że zacznę spadać.

A poza tym; jesień idzie. Nie ma na to rady. Kiedyś lata temu słuchałam tego na Kędzierzyńskim festiwalu piosenki turystycznej. I była wczesna jesień jak teraz. To kto reflektuje na jesienne piwo w Rudym Goblinie? 

A piosenką wakacji zostaje jednogłośnie to. Słuchane w samochodzie Natalii ( większej) w Bieszczadach śpiewałam całe wakacje. I dalej za mną chodzi.  

Lecz mówisz - znów musi się udać,
Choć tyle podróży za nami.
Przecież jedziemy dziś
Na dwa dni do Włodawy



0 komentarze:

Prześlij komentarz