Dziwne.
Brak czasu na pisanie bloga świadczy o
tym, że czasu jest zbyt mało, żeby się zatrzymać i zauważyć co
się w ogóle dzieje. Wakacje minęły jednym mgnieniem. Bieszczady z
końmi, Gdańsk, Jawornik. Potem dość imprezowy Flamberg tym razem
pod namiotem z młodymi ( dziecko z karterem włożone do zimnego
namiotu an noc zdrowieje) i cudowne lesiste Kopalino nad morzem.
Teraz ze wszystkiego mam w głowie urywki obrazów, zapachów,
strzępki rozmów. Podróżowałam samochodem, pociągiem, tramwajem wodnym, pieszo, stopa z dziećmi i wózkiem, tramwajami, trolejbusami. Miotły zabrakło, ale nie mam wersji z fotelikiem dla młodego.
I było to co w wakacjach lubię najbardziej, ruch,
przemieszanie się, obserwując czas i przestrzeń zmieniającą się
wokół mnie. Chwilowość i ruch. Kiedy się na chwilę zatrzymałam, nad morzem wśród cudownych ludzi dopadła
mnie klaustrofobiczna irytacja, że się zatrzymałam. Na szczęście
dwadzieścia kilometrów pustą plażą skutecznie sprawiło, że
znowu zrobiłam się socjalna.
A wyglądało tam tak;
A tymczasem od tygodnia w pierwszej od
trzech lat pracy. Jeszcze nie wiem jak jest. Może to będzie moja
największa przygoda życia, może coś co mnie zabije. Na razie
jestem ekstremalnie zmęczona. Raz, że nie jest to planowany etat z
karty nauczyciela, a dwa to po godzinach, trzeba gotować na następny
dzień. Powrót do domu o 21 i lepienie pierogów o północy boli.
Trudne jest też to, że po raz
pierwszy mam tak ścisły podział na ja w pracy i ja poza pracę. Ze
względu na jej charakter nie powinnam za dużo mówić a tym
bardziej tu pisać ( bo to są sekrety życia już nie mojego) - a
tam gdzie jestem też im mniej o sobie mówię tym lepiej. Z drugiej
strony pracuję z niesamowitymi osobami, robimy rzeczy ważne i
pożyteczne i właściwie zajmuję się tym co lubię i potrafię
najlepiej. OGARNIAM No dobra boję się; jeżeli przez ileś tam lat
wmawiali ci, że się nie nadajesz, to teraz nawet lecąc wysoko cały
czas spodziewam się, że zacznę spadać.
A poza tym; jesień idzie. Nie ma na to
rady. Kiedyś lata temu słuchałam tego na Kędzierzyńskim
festiwalu piosenki turystycznej. I była wczesna jesień jak teraz.
To kto reflektuje na jesienne piwo w Rudym Goblinie?
A piosenką wakacji zostaje jednogłośnie to. Słuchane w samochodzie Natalii ( większej) w Bieszczadach śpiewałam całe wakacje. I dalej za mną chodzi.
Lecz mówisz - znów musi się udać,
Choć tyle podróży za nami.
Przecież jedziemy dziś
Na dwa dni do Włodawy
Choć tyle podróży za nami.
Przecież jedziemy dziś
Na dwa dni do Włodawy
0 komentarze:
Prześlij komentarz