No i zaległa notka baśniowa.
Na urodziny dostałam Baśnie Arabskie, potem dokupiłam Japońskie. Baśnie to jeden z moich ulubionych tematów. Jeżeli miałabym babrać się w czymś po łokcie, to byłoby to właśnie ukryte znaczenia i symbole zawarte w mitach i baśniach. Problem w tym, że większość pozycji ( zwłaszcza tych z półki dla dzieci) jest tylko przeróbką bajek z naszego kręgu kulturowego w inne stroje. Natalia kiedyś dostała takie Baśnie Rosyjskie bez Kościeje, Baby Jagi, ale za to z Carem zamiast króla i Iwankiem zamiast Jasia. Masakra. Obrazki byle jakie, a treść typu „Ej no pani Halinko, jakieś baśnie dla dzieciaczków byśmy wydali. Takie, no, niemieckie to nie, bo nikt tego nie kupi, ale może rosyjskie. Pani napisze na wtorek coś o Iwanku, Katiuszy. I może żeby niedźwiedź był. I żeby nie za strasznie było.” Potem nikt się nie stara nawet o dobrą korektę i tak to leci. W twardej oprawie i z dużymi obrazkami. Więc jestem nieufna.
Te Baśnie Arabskie czytałomi się całkiem fajnie. Tak jak pisałam nie są to baśnie dla dzieci, raczej etnograficzny tekst źródłowy. Jest tu wiele rzeczy kulturowo typowych z kręgu arabskiego, Ifryty i Ghule. A jednoocznie baśnie które dobrze znałam np z francuskich, ale z inaczej położonymi akcentami opowieści.
Swoją drogą ciekawe czy opowieści przechodziły z naszego kręgu kulturowego tam, czy na odwrót? Bo są na tyle podobne, że nie mogły powstać niezależnie od siebie. A może mogły?
Czy opowieści i symbole powstają w różnych kulturach niezależnie od siebie, czy przechodzą? Czy to możliwe, żeby motywy, symbole tkwiły głęboko w podświadomości, a potem wychodziło w różnych kombinacjach, z różnym postawieniem akcentów? A jeżeli te motywy wędrują między kulturami, to w jaki sposób się zmieniają podczas tych przejść?
Problem w tym, że istnieje bardzo niewiele przekazów pisanych Baśni, bo są to historie niejako z definicji opowiadane. Na przykłada co opowiadano sobie sto, dwieście, trzysta lat temu? Dużo z folkloru ludowego zaczerpnął Grimm ( w przeciwieństwo do Andersena, który w dużym stopniu sam opowiadał - wymyślając swoje historie).
I przy tej okazji mnie naszło na to jakie ja baśnie uwielbiałam jako dziecko. Katarzyna Miler i Tatiana Cichocka w Bajkach rozebranych twierdziły, że poruszają nas te a nie inne historie z jakiegoś powodu. Zaspokajają jakąś naszą konkretną potrzebę i dużo mówią o człowieku. Ogólnie wolałam Grimma niż Andersena. Z Andersena kochałam tylko Królową Śniegu. W ogóle kręcił mnie motyw dziewczynki ratującej czy to braci, czy to księcia. Małej odważnej bohaterki. Czy to w Dwunastu Krukach czy Pięknej i Bestii.
Druga sprawa, którą zjałowiałym tak u Grimma jak i w Baśniach Birmańskich, to motyw przejścia duszy. Dusza która staje się drzewem, ptakiem, żółwiem. Zabita dziewczyna wraca jako biały ptak, albo olbrzymie drzewo. Baśnie które dotykały tajemnicy życia i nie-życia. Dalej. Lubiłam baśnie drogi. Gdzie bohater podróżował, miał jakiś cel, coś zdobywał. A kiedy uciekał rzucał za siebie magiczne przedmioty.
A co do baśni Arabskich.
To może opowiem kilka. Zobaczymy czy rozpoznacie. Osoby niezainteresowane tematyką mogą w tym momencie notki zaprzestać czytanie (-;
Pierwsza historia bardzo bardzo podobna do znanej nam z dzieciństwa.
Zielony ptak.
Mężczyzna z żoną i dwójką dzieci. Żona umiera, a on bierze sobie nową. Macocha nie znosi dzieci, a zwłaszcza synka. Kiedy przychodzą goście, a ona nie am czego im podać postanawia pozbyć się chłopca. Z bierną pomocą siostry zabija chłopca a jego mięso przyrządza dla męża. Zapłakana siostra nie jadła potrawy, zebrałam kości i zakopała obok kurnika. Potem zjawił się w nim zielony kogut śpiewając
Macocha życie mi odebrała
ojciec na obiad zjadł z kompanami
kochana siostra kości zebrała
i skryła przed grzesznikami
Potem ptaszek w nagrodę za śpiew dostał od ludzi różne przedmioty. Za pomocą gwoździ zemścił się na ojcu i macosze, a siostrze daje nagrodę.
Poznajecie? Krzak jałowca braci Grimm.
Nawet rymowanka jest podobna.
Matula obcięła mi główkę,
tatulo w potrawce mnie zjadł,
a siostrzyczka Maryjka
zebrała kosteczki
w węzełek chusteczki
i pod jałowcem złożyła.
Ćwir, ćwir piękny ze mnie ptak.
Co ciekawe w wersji Arabskiej kara dotyka macochę i ojca, który nieświadomie zjadł syna, podczas gdy u Grimmów kara dotyka tylko macochy.
Dobra. Druga zagadka będzie bardzo, bardzo łatwa.
Czerwona rybka i złoty chodak.
Żona rybaka utopiła się w jeziorze i mężczyzna został sam z córeczką. Wkrótce pojawiła się macocha ze swoją brzydką córką. Kobieta oczywiście zrzucała na córkę rybaka najgorsze obowiązki, nie dawała jej mydła do mycia, ani ładnych strojów. Pewnego dnia dziewczyna wracając znad rzeki z rybami złowionymi przez ojca usławszy jak rybka błaga, żeby ja wypuścić. Zlitowała się nad nią, a ta uwolniona obiecała, że „zostanie jej matką”. Jakiś czas potem odbyło się przyjecie w domu kupca, w którym panny z pomalowanymi stopami henną mogły znaleźć mężów. Córka macochy poszła, a córka rybaka oczywiście nie. Na pomoc przyszła rybka, która kazała jednak „wyjść z przyjęcia zanim opuści je macocha”. Wracając zgubiła w rzece bucik, który popłyną do królewskiego pałacu. Książę stwierdził, ze może poślubić tylko właścicielkę zgubionego bucika i i rozpoczęły się poszukiwania. Tu również macocha próbowała wyswatać swoją brzydką córkę zamiast pasierbicy, ale prawdę wyjawił piejący kogut. I na końcu macocha próbowała oszpecić dziewczynę za pomocą wapna i arszeniku, ale ostateczni zemsta dosięgnęła jej własnej córki.
Dziwny kopciuszek prawda? Jeżeli porównać go do pierwotnego Grimma ( tego z gołąbkami z drzewa na grobie matki) to wersja naprawdę podobna. Bo w końcu w tej historii chodzi o swoisty pojedynek matek - tej żywej i tej umarłej. Każda chce jak najlepiej „ustawić” swoją córkę. Nawet kosztem obciętych palców.
Dalej. Ciekawostka. Przygody czarnoksiężnika Chorwata - pamięta ktoś? O uczniu czarodzieja, który ukradł jego księgę,a potem musiał z nim walczyć. Opowieść mam z Baśniach Ziemi Lubuskiej, ale chyba znam ją też z innego miejsca I tu w Baśniach Arabskich jest spisana niemal identyczna historia ( „Młody czarownik" baśń z Maroko). Jak się z ziemi Lubuskiej do Maroka - bądź na odwrót- dostała nie mam pojęcia.
Tak samo bardzo bardzo podobna jest Dziewczyna w Oślej Szacie - baśń z Egiptu do Oślej Skórki - baśni Francuskiej. Chociaż akurat tutaj związki między dwoma krajami łatwiej sobie wyobrazić. Tak samo mamy tu króla, który chce poślubić własną córkę. Księżniczka musi uciekać z przebiera się w paskudny strój z pozszywanych skór. A na końcu podstępem i sprytem zdobywa serce księcia. Kilka inaczej położonych akcentów, ale baśń ta sama.
Jest też „Dziewczyna, która odprawiła siedmiu” opowieść z Maroka - bardzo dziwna i cudna wersja siedmiu braci zamienionych w kruki, oraz „Dobry i zły czeladnik” wariacja na temat Głupiego Jasia. Oraz coś co mnie zupełnie zaskoczyło „panna z drzewa Rarajn i Taranj” z Iraku, którą w dość zmienionej wersji znałam „Trzy pomarańcze” z Brazylii. Tu i tu jest panna z owocu drzewa, którą najpierw trzeba napoić, a potem zła wiedźma próbuje się pod nią podszyć zamieniając w ptaka. Skąd obie historie tu i tu. Wot zagowzdka.
A swoją drogą przyszło mi do głowy. Jakie wy mieliście ulubione bajki? Jakie was w dzieciństwie najbardziej poruszały?
Dobra mogę tak pisać i opowiadać pół nocy. Ale jak rozumiem nikogo to nie interesuje. Więc dla tych którzy doczekali do końca prezentuje jedno z trzech zdjęć, które zostały wybrane do powieszenia. Już obrobione. Podoba się?

2 komentarze:
Zdjęcie cudne. Bettelheim, Estes i bracia Grimm to oczywiście klasyka. Dla mnie zaskoczeniem było "26 bajek z Afryki" ze zdjęciami Ryszarda Kapuścińskiego, właśnie dlatego że większość wątków nie ma prostego odzwierciedlenia w naszej kulturze.
Labrujo, czy mogłabyś napisać jakie to wydanie Baśni Arabskich?
Prześlij komentarz