Byliśmy na filmie Szpieg z Garym Oldmanem. Przyznam, że wczesnej czytałam z nim wywiad, wiec miałam duże oczekiwania. I się nie zawiodłam. Genialny film. Mroczny, mglisty, ponury. George Smiley w szarym prochowcu i okularach nie przypomina w niczym Bonda. Nie ma strzelanin, pościgów i pięknych kobiet. A jednak film trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Polecam. I nie będę dodawać nic więcej, żeby nie wymknęło mi się kto jest kretem (-;
Potem zaliczyłam kolejną większą awanturę z rodziną. Ciągle mnie w jakiś sposób to dotyka, chociaż już chyba bardziej męczy i nudzi. Znowu poszło o prezenty. Niedopatrzenie ( moja głupota!) zgodziłam się, żeby Natalce kupić zwykłą poduszkę. Dostałem jakieś wielgachne coś z pierzem z agresywnym komentarzem „ tylko tego nie wyrzuć bo 250 zł kosztowało”. Wspomniałam, że może jeżeli jest rachunek, to dałaby się wymienić jakoś...I się zaczęło. Manka napadła na mnie z wściekłą agresją. Nie lubię być z m u s z a n a do przyjmowania prezentów, wiec powiedziałam, że poduszki nie biorę. Matka przy dzieciach wyzwała mnie od idiotek i standardowe hasło „kiedyś ci się to wszystko zemści”. Cóż, gdyby za każde to proroctwo nad moją głową ustawiał mały kamyczek, dziś bym już miała kilkutonowy głaz nad głową.
I przy okazji uświadomiłam sobie, że ten tekst, który mi tyle razy powtarzała nie jest groźbą, a życzeniem. Ona mi naprawdę źle życzy. Cóż, może nie ma lekkiego charakteru. Ale agresji do mnie nie toleruje. Mogłam to jakoś załagodzić, ale nie chciałam. Wiem, wiem, matka jest agresywna wobec większości osób i oczekiwanie, że nie będzie do mnie, jest jak oczekiwać, że woda będzie płynęła w górę.
A potem są takie sytuacje jak wtedy kiedy leżałam chora na parkiecie, przyszła do mnie koleżanka i matka powitała ja radosnym „ A dzień dobry, a ja jestem ta zła patologiczna matka”. ( Nie, to nie żart, faktycznie tak było) I nie wiadomo co powiedzieć. Zaprzeczyć? Potwierdzić? Wiem, była to próba manipulowania mną. Pokazania „wstyd się przed koleżankami że tak brzydko o mamie mówisz”. Tylko z osobą, która w takiej sytuacji chce mną manipulować ja nie mam z nią o czym gadać.
Na szczęście dzięki uprzejmości Ani ( Natalis tobą zachwycony, Mikołaj może mniej ale się wyrobi), mogliśmy pozostawić jej wczoraj przychówek i obejrzeć transmisję Don Giovanniego z LaScali.
Na minus: Cholerne Multikino nie powinno się zabierać za transmisje operowe, jeżeli nie umie tego robić! Dźwięk tragiczny, spłaszczony, skaczący obraz. Dopiero w drugiem akcie jak Kot im powiedział, żeby coś z tym zrobili, było znośniej. I tyle minusów.
Na plus: Wcale nie klasycznie. zaskakująca niegłupia interpelacja, motyw teatru w teatrze i najlepsza jaką widziałam scena z Komandorem. Wgniotło mnie w fotel. Może ktoś będzie miał okazję zobaczyć to na płycie więc nie zdradzę więcej.
Plus totalnie gwiazdorska obsada. Terfel jest niesamowity - śpiewa tak lekko, z taką modulacją i grą aktorską. Plus na scenie Kwangchul Youn jako Komandor ( widzieliśmy go jako Mefista w Wiedniu), Netrebko, Garanca. W tym tłumie najbardziej niknął sam Don Giovanni - z tą dobrą pucułowatą mordą, morderca z przypadku, libertyn, kobieciarz, reżyser spektaklu o samym sobie. Ale być może to też było zamierzone. W każdym razie spektakl cudowny!
A poza tym szykuje się coś Dużego I Dobrego. W niedzielę napisze o tym osobną notkę. Na razie latam, biegam, planuję, przygotowuję. I nie mogę się nadziwić ile wokół mnie fajnych i dobrych ludzi. Pomysł był mój, ale psinco by mi w niego wyszło, gdyby nie Wy. 12 osób, więcej niż się spodziewałam! Finał akcji w sobotę koło 10. Jesteście kochani! A ja po raz pierwszy od nie wiem ilu, może nastu last, czuję magię nadchodzących Świąt! A to wieniec adwentowy naszej wspólnej roboty z Natalisem!
A to muzyka na dziś. Bo minie zima i pojadę w Beskidy. Ostatnio to słyszałam śpiewane ogniskowo w Wołowcu.
1 komentarze:
Dziękuję za mini-recenzję Don Giovanniego. I za Czeremszyę :)
A Szpieg to faktycznie fantastyczny film.
Prześlij komentarz