Wierzę, że każda kobieta ma swoją wagę, niezalewną od norma w której czuje się dobrze i wygląda pięknie. Część koleżanek 10 kg więcej niż ja teraz wygląda bosko. Problem w tym że moja waga naturalna waha się około 49-52 kg. Z Natalisem przytyłam mało i zgubiłam szybko. Z Mikołajem leżałam i jadłam byle co. I teraz mam tyle co w 9 miesiącu z Nat.
Tydzień temu zaczęłam Dietę przez duże D. Nie mogę jej robić po mojemu ( czyli czekolada i zupka chińska zamiast obiadu) bo karmię. Czyli jem 5 malutkich posłów, jogurty, otręby, ciemny chleb, wędlinę. Zero śmietany do truskawek. Jest już 59, czyli kilogram mniej. Czyli do końca wakacji powinnam wrócić do spodni 36 które tęsknie patrzą na mnie z szafy.
Choć w tej całej diecie rozbroiła mnie Natalka. „Mamo, wiesz wezmę jutro batonika i dam ci gryza żeby tata nie widział”.
A z innej beczki to będąc z młodym w poradni na badaniu bioder z nudów przejrzałam leżącego tam Newsweeka. Znalazłam totalnie koszmarny artykuł jak to nasze państwo „funduje dzieciom pustogłowie bo za >naszych czasów< ( czyli pokolenia rodziców) było dobre książki dla dzieci a teraz nie ma”. Fajny chwytliwy tytuł tylko, że debilizm aż głowa boli.
Problem z książkami dla dzieci jest nadmiar głupiego i brzydko ilustrowanego chłamu, w którym pływa wiele wartościowych pereł, które niestety trzeba wyławiać. Jest nurt „taniej bajki dla debili z ilustracjami jakby je moje koty robiły w paincie” są też koszmarne „bajki terapeutyczne” które są milusie i pouczające. Ale są świetne nowości. I dla mniejszych ( płyń, wombacie) i dla starszych ( Opowieści pandy Tafli, Interesy Pana Kota). Jest też allegro ze starszymi wydaniami - na przykład baśni cygańskich, Narni, Muminków, malutkiej czarownicy, Oza, Dziadka do Orzechów. Są biblioteki - a tam wszystko to za darmo.
Trzeba tylko iść z dzieckiem, wypożyczać i czytać. I nie jest rolą państwa żeby zapewnić dzieciom książki. To jest rola rodziców. A ci mają do wybory wszystkie książki własnego dzieciństwa ( w nowych i starych wydaniach) i dużo nowych perełek, których po prostu trzeba poszukać. (Jak zresztą każdej innej dobrej książki).
Myślenie, że państwo powinno to czy tamto mnie mierzi. Państwo powinno nie przeszkadzać, nie cenzurować i pozwolić mi czytać co chcę. Państwo nie pójdzie za mnie i nie poczyta na głos ( i całe szczęście, czyż miałabym słuchać Czarodzieja z Oz głosem Tuska?) więc nie ma co narzekać jak kiedyś było fajnie, a jak jest źle.
A może państwo ma dofinansowywać „te dobre i wartościowe” książki dla dzieci? I jakaś pani urzędnik na wysokim stołku ma decydować, które to są te wartościowe i fajne? Na jakiej podstawie i czemu? Chyba podziękuję.
A mój ojciec dalej ignoruje młodego. Matka nieśmiało wyraża pewne zainteresowanie, ale raczy mnie przy tym komentarzami, przy których ręce opadają. Ale przynajmniej mogę się z nich domyśleć, a w zasadzie być powodów takiego zachowania. Nie będę teraz o tym pisać. Może potem. Tylko dwa nioski. Pierwszy: mam toksyczną rodzinę, bardzo. Ćwiczę w sobie buddyjskie cnoty: wyrozumiałości i współczucia. Jakby na to nie patrzeć to oni są nieszczęśliwi nie ja.
7 komentarze:
Piszesz,że bloga dla bliskich.Ja nie bliska ale mam nadzieje,że mnie stąd nie pogonisz ;) Powodzenia z dietą!
Ta teoria na temat złych obecnie książek dla dzieci w porównaniu z "tymi z naszych czasów" to tylko część zjawiska jęczenia za przeszłością w ogóle. Ale robią to chyba ludzie, którzy żyją tylko w swoim ciasnym światku i nie chcą widzieć, że gdzie indziej jest tak, jak było kiedyś.
A metoda odchudzania się "czekolada i zupka chińska" jest praktykowana przez moją koleżankę, która waży jakieś 45 kg plus tona kompleksów ;)
Powodzenia w odchudzaniu!
Piszę dla bliskich, bo nie przypuszczałam, ze perypetie domowe i recenzje mogą kogoś zainteresować. Nie aspiruję. To po prostu mój kawałeczek sieci. Takie przedłużenie domu. I witam cię w nim serdecznie. I częstuję wirtualną zieloną herbatą. Jeżeli chcesz, jesteś tu mile widziana (-;
Ja dziś po chrzcinach, w bardzo dobrym nastroju. Rodzina była miła. Nie rozumiem tego, ale impreza była całkiem przyjemna. Na chrzcie dieta została zawieszona na kilka godzin, ale od jutra jogurty naturalne i ciemne pieczywo powracają.
Czytam Twojego bloga już od jakiegoś czasu i jestem pełna podziwu dla Twojej wytrwałości i pogody ducha :) Idziesz przed siebie z podniesioną głową i powoli realizujesz plany, budując szczęśliwą rodzinkę - a to chyba w życiu najważniejsze, prawda? :) Trzymam kciuki aby Twoje marzenia się spełniały :)
PS. Ja też mam pod sercem małego 'fasolka', który pojawi się na świecie dopiero w przyszłym roku :)
Kupiłam dziś Jasiowi "Trzy pytania"- zainspowana Twoją rekomendacją zeszłoroczną. Jest sporo mądrych ksiązek dla dzieci, tylko trzeba się nawybierać trochę. Powodzenia z tym odchudzaniem...mnie wychudło- niestety nie w obwodzie.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
ech.. Racja, głupoty piszą w tych gazetach. Mądrych, pięknych i niebanalnych książek jest w księgarniach cała masa. Oczywiście jest też "chłam" ale na niego nie zwracamy uwagi, tylko szukamy, szukamy tego o czym m.in. piszę na swoim blogu :-)
pozdrawiam!
Prześlij komentarz