sobota, 7 maja 2011

Na huśtawce

O ile moja waga już się stabilizuje, to sytuacje nie. I latam na huśtawce nastrojów - od stanów euforycznych do depresyjnych ( oba stany często w ciągu kwadransa). Mikołaj jest cudowny, ale je co dwie godziny przez co jestem chronicznie przemęczona. Jest bardzo dobrze i źle. W tej samej chwili.

Dodatkowo Natalis złamał nogę. I siedzi w domu do czerwca, nie może się ruszać i nudzi się potwornie. Stara się być grzeczny i miły. Tylko ja mam non stop, albo małego, albo ją ( żeby jakieś rozrywki zapewnić) albo dom - i zaczynam gubić w tym siebie. Potrzebuję przestrzeni. Naturalnie potrzebuję przestrzeni życiowej jak stado bizonów na prerii, więc teraz ten stan jest dość trudny. Spacer mało możliwy z nimi razem. Cóż, nawet Mama Munimka potrzebuje czasem być sama. I idzie wtedy do ogrodu.

W pierwszy dzień Nat dostała burę za żywota, ale teraz staram się jakoś ogarniać emocje i znaleźć choć kapinkę czasu dla siebie. I wyciągać jakieś pozytywy tej sytuacji. Na przykład malujemy gips, jak widać.

O pisaniu na razie mogę zapomnieć, chociaż bardzo chcę skończyć kolejny rozdział. Może wieczorami się uda. Spróbuję.

Chcę; Żeby już były truskawki. Mniej furczeć na Natalisa. Wyrzucić 3/4 moje garderoby i zastąpić ją nową. Otrzymać już książkowe przesyłki z allegro. Iść na bardzo długi spacer. I długo, długo biec przed siebie. Przez połoniny, trawiaste łąki i miejsca bezludne. A potem wrócić do tych których kocham.

Banalna życzenia. Wiem.

A jutro może będą zdjęcia z ogrodu botanicznego. Jak pogoda się nie popsowa.

1 komentarze:

Miętówka pisze...

Czasem nie można tak zwiać pooddychać powietrzem i wrócić. Ale życzę dużo siły i plusów szukać i będzie dobrze.

Prześlij komentarz