Dodatkowo Natalis złamał nogę. I siedzi w domu do czerwca, nie może się ruszać i nudzi się potwornie. Stara się być grzeczny i miły. Tylko ja mam non stop, albo małego, albo ją ( żeby jakieś rozrywki zapewnić) albo dom - i zaczynam gubić w tym siebie. Potrzebuję przestrzeni. Naturalnie potrzebuję przestrzeni życiowej jak stado bizonów na prerii, więc teraz ten stan jest dość trudny. Spacer mało możliwy z nimi razem. Cóż, nawet Mama Munimka potrzebuje czasem być sama. I idzie wtedy do ogrodu.
W pierwszy dzień Nat dostała burę za żywota, ale teraz staram się jakoś ogarniać emocje i znaleźć choć kapinkę czasu dla siebie. I wyciągać jakieś pozytywy tej sytuacji. Na przykład malujemy gips, jak widać.
O pisaniu na razie mogę zapomnieć, chociaż bardzo chcę skończyć kolejny rozdział. Może wieczorami się uda. Spróbuję.
Chcę; Żeby już były truskawki. Mniej furczeć na Natalisa. Wyrzucić 3/4 moje garderoby i zastąpić ją nową. Otrzymać już książkowe przesyłki z allegro. Iść na bardzo długi spacer. I długo, długo biec przed siebie. Przez połoniny, trawiaste łąki i miejsca bezludne. A potem wrócić do tych których kocham.
Banalna życzenia. Wiem.
A jutro może będą zdjęcia z ogrodu botanicznego. Jak pogoda się nie popsowa.
1 komentarze:
Czasem nie można tak zwiać pooddychać powietrzem i wrócić. Ale życzę dużo siły i plusów szukać i będzie dobrze.
Prześlij komentarz