Bzyyyt.
A najpierw przychodzę do sklepu i proszę o truskawki.
- Ojej, to pani nie karmi piersią - mówi zatroskana sprzedawczyni.
( Mój interes czy karmię czy nie)
- Karmię. Ale są jeszcze dzieci, które nie są alergikami. I jeszcze proszę dwie pomarańcze.
A truskawki kojarzą mi się ze studiami. Po egzaminach kupowałam na stawowej truskawki w torebce. Gorzej jak kupowałam je przed egzaminami i szłam na ustny z bluzką ufafraną czerwonymi plamami.
0 komentarze:
Prześlij komentarz