poniedziałek, 16 maja 2011

Zakochana w życiu

Dochodzę do siebie. Odżywam (-; Na biurku pachną bzy i jest wiosennie. Młody je co dwie godzinki , ale mój organizm się przyzwyczaił i nie jestem już tak zmęczona. Cały mój stan z poprzedniej notki nie był wynikiem sytuacji zewnętrznej, ale mojej w głowie. Jak większość problemów. Wystarczy wyluzować i cieszyć się tym co jest dobre.

Dla Natalisa czasu ma mało i ochoty na zabawę czasem też, więc wymyśliłam, że skoro mnie się wyhodowywać nie chce, niech zrobią to...Książki. No i jej czytam. Kilogramami. Skończyłyśmy wszystkie Muminki, Narnię, teraz w kolejce czeka Cudowna Podróż, Ronja córka zbójnika, O czym szumią wierzby. I jest dobrze. Jest bardzo dobrze. Narnia bardzo trafiła, bo Natalis ma duża potrzebę porządkowania świata i dzielenia go na dobry i słuszny oraz zły i paskudny. Więc siedzimy całymi dniami - młody na piersi, Nat obok zasłuchana. Bo nie ma nic fajniejszego niż dzielenie się z dziećmi tym co ma się najfajniejsze. A ja mam mleko i książki.


Poza tym znalazłam jej Niekończącą się Opowieść - film z 1984 - widziałam jak miałam 4 lata i się podobał. No i zaczęliśmy sezon truskawkowy wielkim kubem sorbetu z truskawek. Z jogurtem żeby było mniej kalorycznie, ale z dwoma łychami miodu, żeby było smacznie (-;

Poza tym kupiłam sobie kolczyki. Takie.



Czytam
Oryks i Derkacz M. Atwood
Nagość Życia j. Hatzfeld
Bezduszna G. Carriger
Portret Damy H. James
Cafe Muzeum R. Makłowicz

I jest dobrze. Jestem zakochana w życiu. Jak zwykle. I sa już palny wakacyjne. Jawornikowe. I Beskid Niski z Masiami. Ciesze się.

A to na dobranoc. Jutro oglądamy (-;

1 komentarze:

Magda pisze...

mleko i ksiązki:) cudne

Prześlij komentarz