środa, 16 lutego 2011

To i tamto

Wróciłam z Krakowa z Warsztatów śpiewania Kołysanek organizowanych przez fundacje Korzenie. Zaskoczyło mnie, że większość uczestników nie była zainteresowana tyle tematem kołysanek, ale właśnie białym śpiewem w ogóle. Mnie przez 30 lat powtarzano - nie śpiewaj, nie umiesz, nie fałszuj - wiec nie próbowałam. Przejście od razu do śpiewu białego i to z solowymi zaśpiewami i to w tak intymnym repertuarze jak kołysanki - wszystko to wymagało ode mnie dużego otwarcia się i przełamania emocjonalnego. Było cudownie. Może te bardziej archaiczne kołysanki mniej do mnie przemówiły, ale niektóre z kolei mnie emocjonalnie trzepnęły. To było coś wymagające ode mnie wyzwolenia w sobie czystych i dość głębokich emocji. Mocne doświadczenie. I chcę znowu na warsztaty biało śpiewu.

Skończyłam właśnie czytać „ I ktoś rzucił za nim zdechłego psa” Jean Rolin. Przedziwna książka. Najogólniej jest to studium na temat psów dzikich, bezpańskich, w najróżniejszych miejscach na świecie od Meksyku, przez Afryk, Rosję i Bilski Wschód. Ale tak naprawdę to książkę o ludziach - bo psy nawet te dzikie nie są zwierzętami dzikimi jak na przykład niedźwiedzie, ale są w ten czy inny sposób związane z człowiekiem. Książka o człowieczeństwie opisana poprzez psy. Bez nadmiernego rozwodzenia się nad ich okrutnym losem. Poczałkowo książka irytowała mnie nieco chaotycznością, a potem dotarło do mnie, że to też jest celowe, ta metoda narracji jakby oczami bezpańskiego włóczącego się bez celu psa. I jest to książka o miejscach zakamarkach świata. Miejscach, które nie mają przypisanej funkcji, są niezagospodarowane, nigdzie nie przypisane, brzydkie i bezsensowne. Ze wszystkich miejsc, w których byłam sama pamiętam takie miejsca i jakie robiły wrażenie, takie jak przejście graniczne między Hiszpanią a Portugalią w Ayamonte przez które przechodziliśmy próżnym wieczorem z plecakami w towarzystwie bezpańskich psów. Takie miejsca mówią czasem równie dużo o ludziach niż przecudowne katedry. A sama książka zrobiła do mnie wrażenie porównywalne do Biegunów Tokarczuk.

Obywatel M. ma 30 tygodni i kilka dni. Badania prenatalne mówią, że jest zdrowy - cysty poznikały - tyle, że odwrócony zadkiem w dół i małe szanse, że się jeszcze obróci. Czyli czeka mnie wyciąganie przez cesarkę. Trochę szkoda, bo poród jest mimo wszystko doświadczaniem czegoś szczególnego. A ból i tak będzie po - co się odwlecze to nie uciecze.

A póki mogę się jeszcze ruszać, co chciałabym jak najbardziej wykorzystać, czeka mnie Wrocławski Hair, Upiór w Bytomiu, Krakowski Makbet ( będzie źle, źle, źle - bo nawet na ich własnej stronie nie ma dobrych recenzji) i kilka spotkań herbacianych z dawno nie widzianymi osobami.

I tylko jedna smutna rzecz - odejście kogoś z rodziny bliskiej mi osoby. Nie wiem co się mówi ani pisze w takich przypadkach, ale jestem z Wami myślami. (*)

0 komentarze:

Prześlij komentarz