A powyższe refleksja i wysyp emocji emancypacyjnych po odwiedzinach jednego z polskich portali. Żeby zobaczyć jak duży jest już M odnalazłam portal „dla mam”. I oczy zrobiły mi się wielkie jak cycki ze zdziwienia. Brzuszkocentryzm. Mylne założenie, że wraz z rozwojem mózgu dziecka zanika mózg matki. I nie interesuje jej już nic. Teraz wykluwa. Egzaltacja tym co jeść i robić można żeby maluszek był szczęśliwy. Kolorowe suwaczki ciążowe. I ogólnie jakieś ogłupienie. Otóż: jestem entuzjastką ciąży i rodzenia, ale mój mózg ma się dobrze. A moje dziecko będzie się miało dobrze, kiedy ja mam się dobrze. A ja w głowie mam rejs, wrześniowy koncert Dikandy, Don Giovanni w Berlinie, sezon na dynie i jeszcze sto innych rzeczy. M też. Dlatego bardzo się cieszę, że ma już około 4 mm i żre kwas foliowy. Ale dalej to jestem Ja. Wombat. Choć czasem w bardzo chwiejnych nastrojach i piersiach w boskim rozmiarze DD. To. Ciągle. Ja.
Ostatecznie informacje znalazłam na angielskiej Wikipedii. A jutro jadę do lekarza i to potwierdzę.
A znalazłam na forum flambergowym nasze zdjęcia z gry z Nat. Fajne było. Chyba od 2005 mój najlepszy Flamberg.

Poza tym czytam: Paweł Goźliński – Jul.
Z pewną taką nieśmiałością i sceptycyzmem podeszłam do tej książki ( aha, kolejny kryminał z kimś sławnym w tle) ale czytam i czytam i jestem zachwycona. Cholernie dobry język i kawał pełnokrwistego czytadła. Zrecenzuję jak skończę.
Słucham, a właściwie się wybieram:
Kto chętny na Koncerty folkowe w Sosnowcu. Ja jadę na 90% ale Dikandę uwielbiam i zrobię wszystko żeby jechać. Poza tym dawno nie byłam na takim dużym koncercie stadionowym.
A przed rejsem jedziemy jeszcze na Rabkon. Wylot z Krakowa sobota 5 rano. Piątek wieczór impreza w Rabce. Ale będą urodziny i nie przyjechać choć na chwilkę się nie godzi. Poza tym chcę się przywitać z jesienią w Gorcach. Co roku ją tam pierwszy raz witam.
I staję przed wyborem egzystencjalnym: buty ładne czy wygodne. Na szczęście rozważania przerwał mój mąż – A weź obie pary.
A że męża trzeba słuchać....W każdym razie te z obłędnie wysokim obcasem są Mru, ale na razie potrafię w nich dojść do samochodu i do mieszkania.
...a remont wciąż trwa, ale rok jeszcze młody to się wyrobimy....
Mru!
1 komentarze:
Z tym otępieniem kobiet w ciąży i młodych matek jest coś na rzeczy. Z tego, co miałam okazję zaobserwować, wiele z nich po urodzeniu dziecka przestaje dbać o wygląd, znajomych, którzy nie mają dzieci, o to, by samemu mieć coś ciekawego do powiedzenia, zająć się czymś poza dzieckiem, poczytać czasem książkę. Znałam kiedyś pewną świetna blogerkę, przy której postach płakałam ze śmiechu. Urodziła dziecko i odtąd jedynym tematem notek jest jej synek. Podobnie z ludźmi, którzy jako swoje zdjęcia profilowe na facebooku ustawiają zdjęcia swoich dzieci zamiast własnych. Skrajnym przypadkiem był pewien siedemnastoletni chłopak w moim liceum, owszem przystojny, którego mamusia maniakalnie wgrywała sobie na naszej-klasie całe jego sesje, w których każde zdjęcie opatrzała komentarzem "mój Oskarek". Oczywiście chłopak u kolegów miał przechlapane.
Nie przeczę, że macierzyństwo jest ważne, jestem pewna, że to świetna sprawa (jeszcze nie miałam okazji się o tym przekonać i dobrze, bo jestem trochę za młoda, chociaż wzruszają mnie dzieci i chyba instynkt macierzyński się we mnie budzi ;)) ale bez przesady.
A drugiego dziecka w drodze serdecznie gratuluję i życzę mu wszystkiego najlepszego, żeby się ładne i zdrowe urodziło :)
Prześlij komentarz