niedziela, 29 sierpnia 2010

Feminizm ciężarny

Według słów jednej z czołowych polskich feministek to do tegoż nurtu ze względu na pewne poglądy przynależeć nie mogę, ale niech tam. Dla mnie feminizm to prawo do samodzielnego myślenia, więc nie bacząc na jej słowa sama się przypisuję. I mam ją w nosie. I jej koleżanki też.

A powyższe refleksja i wysyp emocji emancypacyjnych po odwiedzinach jednego z polskich portali. Żeby zobaczyć jak duży jest już M odnalazłam portal „dla mam”. I oczy zrobiły mi się wielkie jak cycki ze zdziwienia. Brzuszkocentryzm. Mylne założenie, że wraz z rozwojem mózgu dziecka zanika mózg matki. I nie interesuje jej już nic. Teraz wykluwa. Egzaltacja tym co jeść i robić można żeby maluszek był szczęśliwy. Kolorowe suwaczki ciążowe. I ogólnie jakieś ogłupienie. Otóż: jestem entuzjastką ciąży i rodzenia, ale mój mózg ma się dobrze. A moje dziecko będzie się miało dobrze, kiedy ja mam się dobrze. A ja w głowie mam rejs, wrześniowy koncert Dikandy, Don Giovanni w Berlinie, sezon na dynie i jeszcze sto innych rzeczy. M też. Dlatego bardzo się cieszę, że ma już około 4 mm i żre kwas foliowy. Ale dalej to jestem Ja. Wombat. Choć czasem w bardzo chwiejnych nastrojach i piersiach w boskim rozmiarze DD. To. Ciągle. Ja.

Ostatecznie informacje znalazłam na angielskiej Wikipedii. A jutro jadę do lekarza i to potwierdzę.


A znalazłam na forum flambergowym nasze zdjęcia z gry z Nat. Fajne było. Chyba od 2005 mój najlepszy Flamberg.




Poza tym czytam: Paweł Goźliński – Jul.
Z pewną taką nieśmiałością i sceptycyzmem podeszłam do tej książki ( aha, kolejny kryminał z kimś sławnym w tle) ale czytam i czytam i jestem zachwycona. Cholernie dobry język i kawał pełnokrwistego czytadła. Zrecenzuję jak skończę.

Słucham, a właściwie się wybieram:
Kto chętny na Koncerty folkowe w Sosnowcu. Ja jadę na 90% ale Dikandę uwielbiam i zrobię wszystko żeby jechać. Poza tym dawno nie byłam na takim dużym koncercie stadionowym.

A przed rejsem jedziemy jeszcze na Rabkon. Wylot z Krakowa sobota 5 rano. Piątek wieczór impreza w Rabce. Ale będą urodziny i nie przyjechać choć na chwilkę się nie godzi. Poza tym chcę się przywitać z jesienią w Gorcach. Co roku ją tam pierwszy raz witam.

I staję przed wyborem egzystencjalnym: buty ładne czy wygodne. Na szczęście rozważania przerwał mój mąż – A weź obie pary.
A że męża trzeba słuchać....W każdym razie te z obłędnie wysokim obcasem są Mru, ale na razie potrafię w nich dojść do samochodu i do mieszkania.


...a remont wciąż trwa, ale rok jeszcze młody to się wyrobimy....


Mru!

1 komentarze:

beyondtheindigo pisze...

Z tym otępieniem kobiet w ciąży i młodych matek jest coś na rzeczy. Z tego, co miałam okazję zaobserwować, wiele z nich po urodzeniu dziecka przestaje dbać o wygląd, znajomych, którzy nie mają dzieci, o to, by samemu mieć coś ciekawego do powiedzenia, zająć się czymś poza dzieckiem, poczytać czasem książkę. Znałam kiedyś pewną świetna blogerkę, przy której postach płakałam ze śmiechu. Urodziła dziecko i odtąd jedynym tematem notek jest jej synek. Podobnie z ludźmi, którzy jako swoje zdjęcia profilowe na facebooku ustawiają zdjęcia swoich dzieci zamiast własnych. Skrajnym przypadkiem był pewien siedemnastoletni chłopak w moim liceum, owszem przystojny, którego mamusia maniakalnie wgrywała sobie na naszej-klasie całe jego sesje, w których każde zdjęcie opatrzała komentarzem "mój Oskarek". Oczywiście chłopak u kolegów miał przechlapane.
Nie przeczę, że macierzyństwo jest ważne, jestem pewna, że to świetna sprawa (jeszcze nie miałam okazji się o tym przekonać i dobrze, bo jestem trochę za młoda, chociaż wzruszają mnie dzieci i chyba instynkt macierzyński się we mnie budzi ;)) ale bez przesady.

A drugiego dziecka w drodze serdecznie gratuluję i życzę mu wszystkiego najlepszego, żeby się ładne i zdrowe urodziło :)

Prześlij komentarz