[Informacja w wagonie moskiewskiego metra]
Ten, któremu starczy odwagi i wytrwałości, by przez całe życie wpatrywać się w mrok, pierwszy dojrzy w nim przebłysk światła.
Chan
Strasznie się cieszę, kiedy z niecnacka wpada mi w łapki genialna książka. Tak było z Hakawatim, idę sobie do Empiku, przekładam i wiem, że to jest Ta książka. Tym razem książkę wyszukał Pan Kot. I nie mógł się oderwać. Tak jak kilka dni później ja.
Metro 2033 Dymitra Glukhovskyego jest w jakiś sposób porównywalne do Patroli Łukanienki. Rosyjską atmosferą i pełnokrwistymi postaciami. O ile w Patrolach są typowo fantastyczne założenia – magowie – wampiry to w metrze tego nie ma prawie w ogóle. Jest za to mroczna wizja posapokaliptyczna świata po trzeciej wojnie i ostatnich niedobitków ludzkości, którzy chowają się w moskiewskim metrze. Wszystkie wątki nadnaturalne są z pogranicza jawy i snu i w zasadzie nie wiadomo co się w zasadzie dzieje, co jest urojeniem, a co realnym zagrożeniem. I chyba nikt tak jak Rosjanie nie rozumie pojęcia Tajemnicy – czegoś o czym się raczej szepcze nie mówi. Książka jest dużo mroczniejsza niż Patrole – zakończenie, którego nie chcę zdradzać jest gorzkie, przygnębiające i stanowi bardzo ostre rozliczenie z cywilizacją człowieka. I co jeszcze jest dodatkowym bonusem to cała książka jest pełna najróżniejszych nawiązań książkowo – filmowych. Od Strugackich, Diuny, Władcy Pierścieni po Gwiezdne Wojny. I można się kłócić na ile ma to podstawy logiczne – ile mogłaby demograficznie przetrwać w metrze taka grupka ludzi, ale chyba nie ma to sensu. Bo cała książka jest w tym kontekście metaforą cywilizacji homo sapiens i najróżniejszych jej zachować i poglądów.
0 komentarze:
Prześlij komentarz