piątek, 7 maja 2010

Chaotycznie. Depesze ze świata Anisków.

Znowu chaotycznie o kilku rzeczach na raz.

W sobotę jedziemy do Londynu. Cieszę się bardzo, a tym czasem nie może się odbyć bez awantur. Po ostatniej wizycie u moich rodziców była atmosfera nawet jeszcze gorsza niż zwykle – i teraz nie odbierają od mnie telefonów ani wiadomości. I czy wezmą Natalkę nie wiem. Cóż, mamy plan awaryjny. Zgodnie z zasadą ograniczonego zaufania do życia. A do mojej rodziny nie mam już sił. Ile to już razy machałam na to ręką, a nich będzie jak jest, mam wszystko gdzieś. I tak się denerwuję.


Czytam ostatnio Dzieci Hurina Tolkiena. Ciężka książka. Autor chyba chciał wygrać konkurs na autora sadystę roku. Ogrom nieszczęść dla Turina jest przeogromny. Ale co jest w tej książce najlepsze wszystkie nieszczęścia wynikały w dużej mierze z decyzji samego Turina. Klątwa Morgotha nie dawała jakiś strasznych przeciwności – tylko, może aż, dawała Turinowi jakiś cień, złość, dumę, której nie mógł przemóc. Nawet kiedy wiedział, że idzie w ślepy zaułek nie potrafił się wycofać. Skąd ja to znam...

Z książek przeczytałam też Póki Mamy Twarze Lewisa. Dziwna książka. Napisany mit o Psyche, z którym sama kiedyś się mierzyłam. Napisana bardzo dobrze i czytało się z przyjemnością, przynajmniej przez pierwsze dwie trzecie książki. Końcówka mi się nie podobała. Plus gówna bohaterka i narratorka – siostra psyche, wydawała mi się koszmarnie irytująca. Zupełnie pozbawiona empatii, kochająca innych dusząc ich, głupia po prostu. Dlatego nie wierzę w końcówkę, nie wierzę, że takie babsko może coś na końcu zrozumieć.

I przy okazji tej książki, aż nie tylko niej, kilka refleksji o sobie. We wszystkich testach osobowościowych wychodzi mi ekstrawersja. Bo ja się potrafię znaleźć wśród ludzi, ba nawet się dobrze bawię. Tylko, że pod tym wszystkim jestem absolutnie skrajnym introwertykiem, który broni wnętrza i wcale się do kontaktów z ludźmi nie pali. Odkryłam, że najlepsze przyjaźnie to te które mam przez „zasiedzenie” te oparte na długiem czasie obok, z dużym polem na własną przestrzeń, oparte na lojalności i tolerancji. Wielkie Persefoniczne zauroczenia (chyba gdzieś szukałam bliskości kobiet, tak jak brakuje mi postaci matki w środku) kończyły się najczęściej wielkim bum. I poza jednym przypadkiem jakiś nie mam czego żałować. Z moją introwersją nie chodzi o to, że ja się boję ludzi, ja się świetnie między nimi czuję. Chodzi bardziej o strefę prywatną, z której przekroczenie mam ochotę obcinać głowy. Nawiązując do Junga – ja tak jak ekstrawertycy czerpię energię z ludzi i z grupy, ale zupełnie się nie otwieram, ta energia we mnie nie wsiąka. Dobrze się bawię, nie nawiązując żadnego kontaktu. I zupełnie nie tęsknię, żeby każdy mógł tam wleźć. Tym bardziej cenie te znajomości oparte na czasie, lojalności i cierpliwości.

Z krótkich miłych wiadomości, wczoraj spotkał mnie fajny przypadek. Idę sobie ulicą i spotykam kobietę z bzami. Pytam gdzie je kupiła i czy ktoś tam dalej stoi i sprzedaje. A ona nie, że z własnego ogrodu i jak mi się podobają to mi je daje. I dostałam bukiet jednych z mich ulubionych kwiatów. Ot tak. Od osoby, której nawet nie znam. Miłe i ciepłe. Przywraca wiarę w ludzi.

O operowych wyjazdach nie piszę. Po Armidzie na której bawiłam się bardzo fajnie stwierdzam, ze Rossini to nie to. Przerost formy nad treścią. A jak zobaczyłam plany transmisji z Met na przyszły sezon to się załamałam. I tylko chórek znajomych "idziemy na Wagnera" -AAAA - No może z Brynem Terfelem to jakoś łyknę. On mógłby wśpiewać cokolwiek. A w Berlinie mają Don Giovanniego w przyszłym sezonie, ale ciiii. Ja ( jeszcze) nic nie kombinuję.

Skończyłam korektę Luster. Ogólnie jak otrzymam pewna małą pomoc w napisaniu streszczenia to mogę to słać. Nie wiem czy się komuś spodoba czy nie. Wszystko jedno. Mam pomysł na coś nowego i już mnie świerzbi do klawiatury. Nie przywiązuję się do moich tekstów. Są ważne póki je pisze, a potem niech idą i jaki sobie los wywalczą będzie dobrze. A o moich staraniach i realizacji kilku dużych marzeń, które mam. Ha. Zazwyczaj nie zamieszczam tu demotywów, ale ten pięknie się wpisuje. I kto mi powie, że niemożliwe jest niemożliwe?


0 komentarze:

Prześlij komentarz