Dobra wiadomość, to że wracam do medytacji. Mam tendencje do rozpraszania się i do braku systematyczności dlatego nie jest to dla mnie zupełnie łatwe. A mam w sobie kilka spraw do poukładania. Z jednej strony dużo, dużo ogromnej radości z życia i świata. Z drugiej fakt, że coraz bardziej się zamykam i wcale mi się to nie podoba. Pal licho jak zamykam się przed światem, gorzej jak nawet przed sobą. Muszę sobie też poukładać kontakty z rodzinną. Nie wiem jak. Chyba ostatecznie kontakty zostały zerwane, zapomniałam wczoraj u nich kluczy i dziś znalazłam je w skrzynce ( a byłam cały dzień domu) nie odpowiada mi sie na gg odwiesza telefony. To chyba jakiś chory sposób okazywania przez mojego ojca lojalności matce. Najgorsze jest to, że oboje jesteśmy uparci i jak coś zrobimy to brniemy w to do końca niezależnie od kasztów. Nie wiem jeszcze czy po prostu wezmę to na klatę że n i e m a m rodziców z którymi mogę zamienić dwa słowa. Czy jakoś to ułożę z nimi. Na razie układam to w sobie. Przypomina to odwracanie nigdy nie sprzątanej piwnicy. Wszystko co na zewnątrz trzeba znacząc od układania tego co w środku i nie chodzi tu o jakieś palny czy strategie, ale świadomość własnych uczuć i wyrabianie w sobie empatii. Rodzaj ćwiczeń duchowych przed trudną wyprawą. Tak jakbym robiła pompki przed wyjazdem na Mont Everest ( choć mam nadzieję, że ma to więcej sensu).
A poza tym chodzi za mną to. Mimo wszystko świat jest piękny i święty. W każdym kawałku.
I zrobiłam najlepsze w życiu ciasto czekoladowe. Nazwałam je gruba browne – bo jest wprost nieprzytomnie kaloryczne.
A z Natalisem miałam dziś 20 minutową dyskusję w czasie robienia naleśników. Czy nele-śnik będzie tym samym co śnik-nale. Ja twierdziłam, że tak, bo róża pod inną nazwą tak samo by pachniała. Natalia że nie bo śnik-nale to taki naleśnik odwrotny czyli musi być inny. W końcu upiekłam jej dla porównania nele-śnika i śnika-nale ( jak Stwórca Naleśników mam prawo nadawać im imiona jakie chcę) i empiryczne doświadczenie pokazało, że nie mam między nimi różnicy.
A poza tym chodzi za mną to. Mimo wszystko świat jest piękny i święty. W każdym kawałku.
I zrobiłam najlepsze w życiu ciasto czekoladowe. Nazwałam je gruba browne – bo jest wprost nieprzytomnie kaloryczne.
Tabliczkę czekolady gorzkiej rozpuszczasz z połową kostki masła i STUDZISZ
Ubijasz mikserem 3 jaja, 50-60 g mąki, 150 g cukru, dodajesz masę maślano - czekoladową
W oryginalnym przepise dawali też orzechy ale ja sobie darowuję
pieczesz najlepiej na papierze do pieczenia i niedużej foremce ja daje rynnę pieczesz 18-20 minut 200 stopni
POLEWA Tabliczka czekolady gorzkiej i troszkę masła lub mleka rozpuszczasz, dajesz na ostudzone ciasto i bach o lodówki
Najlepsze podawane z bitą śmietaną i wiśniami ze słoiczka smarzonymi w cukrze
A z Natalisem miałam dziś 20 minutową dyskusję w czasie robienia naleśników. Czy nele-śnik będzie tym samym co śnik-nale. Ja twierdziłam, że tak, bo róża pod inną nazwą tak samo by pachniała. Natalia że nie bo śnik-nale to taki naleśnik odwrotny czyli musi być inny. W końcu upiekłam jej dla porównania nele-śnika i śnika-nale ( jak Stwórca Naleśników mam prawo nadawać im imiona jakie chcę) i empiryczne doświadczenie pokazało, że nie mam między nimi różnicy.
0 komentarze:
Prześlij komentarz