Miałam wizję. Dantejską rzec by można.
Jest takie piekło, dla słabych autorów. Siedzą tam niedoszli pisarze przy stolikach, wgapiają się w monitory i wyłapują literówki i powtórzenia. Wokół przechodzą diabły recenzenci i mają uwagi. Mamią, że jeżeli uda się poprawić to a to, to wypuszczą do nieba gdzie utalentowani psiarze przechadzają się wśród obłoków w nimbie chwały. Ale wiadomo, że zawsze będzie coś co jeszcze trzeba poprawić. Tak się teraz czuję. I choćbym miała uświrknąć tekst ma iść do wydawnictw do 8 maja. Chcę się już za pisanie czegoś owego zabrać.
A z rzeczy przyjemniejszych byłam w weekend na giełdzie minerałów i biżuterii. Z dotacją celową w kieszeni. Kupiłam repliki pozłacane kolczyków z ery przedkolumbijskiej i absolutnie niesamowity naszyjnik z dużej ilości magicznych rzeczy. A wyglądają tak:
2 komentarze:
A może zatrudnić po przyjacielsku edytora?
A zatrudnię. Jest już nawet ochotniczka. Jednak dla takiego wolontariusza zwala się coś z czym sama sobie nie poradziłam/nie widziałam, a nie bagienko jak jest, bo mi się nie chce. Z takim nastawianiem nie tylko nikt by mi już nie korygował, ale nawet do herbaciarni nie zabrał na pogaduchy.
Prześlij komentarz