Dziś dzień pamięci ofiar Holocaustu. W tym temacie znalazłam coś co mnie naprawdę ruszyło. Bardzo dobra akcja pamięci o tych co zginęli – link tu. Bo dla nas, Polaków, wymordowanie narodu i kultury która współistniała z nami przez kilkaset lat to Utrata.
Pochodzę z rodziny wielokulturowej w jakimś stopniu. Od strony matki z rodzony śląsko – niemieckiej w najbardziej klasycznym tego słowa znaczeniu, z krewnymi w Powstaniach Śląskich i w Wermachcie, z gwarą którą się mówiło w domu, gymisesupą, kraudakpustą na obiod. Od strony ojca z rodzinny rdzennie polskiej. I w jakiś sposób rozumiem, że ta różnorodność kulturowa osób które mieszkają w tym samym kraju nas ubogaca. Mimo różnego języka, potraw, kościoła do którego się chodziło.
Mam dwadzieścia dziewięć lat i siła rzeczy nie znam żadnego z Żydów którzy zginęli w czasie wojny. Ale czuję, w sensie społecznym, socjologicznym, że jest po nich dziura, Tęsknię za nimi. Bo wiem, że różnice potrafią ubogacać, a nie dzielić. Więc tęsknię, za wnukami tych którzy zginęli, z którymi mogłaby chodzić do liceum. I za ich prawnukami z którymi Natalis mógłby być w przedszkolu. Chciałabym móc powiedzieć tym którzy zginęli: Brak mi Was, waszych dzieci, wnuków, języka, tradycji. Znam was po śladach na ulicach Kazimierza, Krakowa, Żmigrodzie, Dukli. I dlatego przyłączam się do tej aukcji. Bo za wielu jest takich, co uważają, ze holocaust był be, ale w sumie fajnie, że ich nie ma. Nie jest fajnie.
4 komentarze:
Mam spore problemy z tym, żeby traktować Żydów jak każdy inny naród. Ale się staram. Dlatego uważam, że jak w każdym narodzie - kogoś by mi brakowało, kogoś wprost przeciwnie.
Brakuje mi sąsiadki mojej babci, która przyniosła jej aksamitny szal "bo wie pani, nie wiadomo jak z nami będzie, pani weźmie na pamiątkę po mnie". Brakuje mi sąsiada mojego pradziadka, który kiwał głową i mowił "panie Rusinowski, małe dzieci nosi się na rękach, a duże na głowie". Brakuje mi doktora Edelmana, który za kulisami Starego Teatru aplikował spazmującej debiutantce czterdziestoprocentowe "krople".
Natomiast zupełnie nie brakuje mi Wolińskiej, Światły, Bermana, Brystygierowej, a i po Urbanie płakać nie będę. Mam do Żydów spory żal za komunę, a i dzisiejsze tendencje do ograniczania ofiar II wojny do Holokaustu wcale mi się nie podobają. Z drugiej strony coś jest w Twojej nostalgii za narodem, który żył na naszej ziemi i jakoś się nam to sąsiedztwo układało. Też mi tego żal.
Tak sobie o tym myślę i rozmawiałam z Kocurem. Mnie brak POLAKÓW Żydowskiego pochodzenia. Bo na Boga kim byli ludzie którzy urodzili się tu tak jak ich ojcowie i dziadkowe? Byli STĄD. Ich cmentarze, ich napisy widzę i ich mi brakuje. Po niech w naszej kulturze jest dziura – bo nasz naród stał się uboższy czegoś w nim brakuje.
Za komunę mam żal do komunistów niezależnie od przynależności religijnej. A Urbana i Wolińskiej mi nie żal jak wielu innych sukinsynów. I Żydów i Polaków i Niemców. Bo by się szmatławców w każdej nacji znalazło.
Ne chcę być niesprawiedliwa, bo wielu dobrych ludzi cudem ocalało. Ale może tym najlepszym, najbardziej praworządnym, altruistycznym, nie idącym na kompromisy, było w tym czasie najtrudniej. I ich brakuje mi szczególnie. I ich dzieci, ich sklepów, kultury zwykłych ludzi która mogła tu obok nas być. Polaków – którzy w domu mówili innym językiem, inaczej się modlili i ubierali. I byli naszymi sąsiadami przez kilkaset lat.
A co do zawłaszczania Holocaustu – kuzyn babci zginął w Obozie ( Polak ksiądz) i jakoś nigdy nie zakładałam że to jest tylko ich tragedia. Tylko dla nas to była tragedia – jednostek, tysięcy jednostek. Ale jesteśmy, w naszych kościołach, cmentarzach. A ich nie ma. I na cmentarzu w Nowym Żmigrodzie nie ma kto powyrywać chwastów.
A w tym temacie polecam Marka Edelmana „ I była miłość w getcie”
Na temat, czy polscy Żydzi byli
Polakami pochodzenia żydowskiego, czy Żydami mieszkającymi w Polsce, zdania są różne. Oni sami zresztą w większości opowiadaliby się za tą drugą definicją, szczególnie ci, którzy nawet nie znali polskiego, a takich było sporo.
Byłam wielce i niemile zaskoczona, kiedy się dowiedziałam, że we władzach i służbach (szczególnie służbach!) komuny, zarówno w Rosji jak i u nas, była duża nadreprezentacja Żydów. Procentowo, w liczbach bezwzględnych i jak chcieć.
Po wojnie było to nawet poniekąd zrozumiałe - ocaleni z Holokaustu chcieli przeżyć za wszelką cenę, więc przyłączali się do tych, którzy im to przeżycie mogli zagwarantować albo tylko ułatwić. Mimo to pewnych rzeczy się nie robi, więc stąd mój żal konkretnie do Żydów. Co nie przeszkadza mi twierdzić, że to co im zrobiono w 1968 było świństwem i bezprawiem.
Co wreszcie nie przeszkadza mi żałować tańczących chasydów, klezmerów grających po ciasnych, malowniczych knajpkach, gdzie serwowano gęsi pipek z farfelkami, chałkę i czulent. Zwłaszcza ten ostatni zasługuje na szczególny żal. Arthur podpowiada mi, że jeszcze cymes z przypiekanych jabłek, migdałów i rodzynek. I ma po stokroć rację :)
Żal mi wreszcie, już całkiem współcześnie, Małgosi Bocheńskiej, jej dobrego, przyjaznego domu, i takiegoż stosunku do ludzi. Pamiętam jej sms, że jest właśnie w Jerozolimie pod Ścianą Płaczu, i włożyła w moim imieniu kartkę z modlitwą o szczęśliwy poród i zdrowe dziecko. Żeby nie wpadać w ton elegijny - Małgosia żyje :), tylko wyjechała na zawsze do Ameryki Południowej.
I tak, na tym poziomie, o kórym piszesz, to żałuję, że nie mam, i prawdopodobnie nie będę miała sąsiada Izraelity. Choćby nawet jego żona wpadała do mnie co sobotę z prośbą, żebym jej zapaliła kuchenkę gazową :)
czytałam o tej akcji na Wyborczej, bardzo mi się to podoba. Pomysł uniwersalny, do zastosowania wszędzie.
Prześlij komentarz