środa, 6 stycznia 2010
Brzemię
Podczas ostatniej wizyty w Krakowie przy okazji Opowieści Hoffmana weszłam na chwilę do księgarni. Po troszku żeby się ogrzać, po trochu, żeby poprzerywać z książkami. Jak zawsze. Od niechcenia kupiłam książkę. Trochę z polecenia Agi, trochę z zainteresowania tematem. Brzemię Jeanette Winterson leżało sobie na stole, obok naczynia z mate i czekało. Usiadłam dziś i przeczytałam jeden raz. Za szybko, zachłystując się słowami. Język i styl mnie oczarowały. Lekkie, błyskotliwe i daje kopa, wsiąka podskórnie i zmusza do myślenia. Nie patrzyłam tak na historię Atlasa, a teraz zobaczyłam to Brzemię, ten Ciężar i kilak rzeczy odbite jak w lustrze. Czy na tym właśnie polega cała heca z mitami? Że można je odczytywać cały czas na nowo i inaczej? Tak czy inaczej jestem zaskoczona i zachwycona. Książka wzięła mnie z zaskoczenia. I tak sobie myślę jak ja jednak lubię być tak zaskakiwana.
0 komentarze:
Prześlij komentarz