Hu, hu, hu. Jestem, nie padłam. Acz po ostatnim weekendzie myślałam, że padnę - ze zmęczenia.
Zeszła sobota. Robimy remont. I to już bardziej konkretnie. Z pędzlem. Mieliśmy skończyć o 20 skończyliśmy o 3 w nocy. Mały wypadek z sufitem co spadł nam na głowę. Cóż, zawsze lepiej sufit niż niebo. Jutro też robimy ale to wykańczanie. Zdjęcia będą ( pająka Stefana też), ale dopiero jak skończymy.
Ale zaraz zaraz, ja opowiadałam kto to Stefan? W czasie remontu wylazł zza pieca pająk. Gigantyczny. Taki jak z owej sceny z Kay prawie (-; Moja córka łypie i nie wie co myśleć. Więc ja żeby nie robić histerii zawołałam „ Jaki cudny pajączek nas odwiedził!” No więc ona się grzecznie pyta pająka jak ma na imię. Odpowiadam dyskretnie za niego że Stefan. Stefan dostał coś do jedzenia, ale do niego nie podchodzono, bo Stefan nie lubi. Cały wieczór gadała ze ( raczej do) Stefana. A w nocy budziła się co kilka godzin i leciała na ścianę patrzeć czy Stefan jest. Rano niestety Stefan wybrał wolność. Podejrzewam, że dalej żyje za piecem. Malowaliśmy ostrożnie. Relacje z remontu i wizyty Stefana jak skończymy czyli niebawem.
Poza tym wspaniała wiadomość z Warszawy. Jak to cieszy jak się ludziom układa. Zwłaszcza jak to układanie jest na granicy Cudu. Nie będę pisała co, żeby nie zapeszać. Ja jestem z wami myślami ciągle. Oby wiosna była pełna życia (-;
Poza tym ostatnio tygodnie teatralne.
Najpierw my Kraków Biesy. Bardzo, bardzo dobrze było. Kawał solidnej dramatycznej sztuki. Bez dziwactw i eksperymentów jakich spodziewałam się po teatrze STU. O tyle większe brawa, że Biesy to twardy kawał słowa, który nie tak łatwo w teatr przenieść. Stawrogin zagrany rewelacyjnie – oszczędnie, bez patosu, tak jak sobie wyobrażałam. On tu jest sukinsynem. Piotr Wierchowieńsk rewelacyjny. Trochę gorzej wyszły panie ( młodsze pokolenie). Pani Lebiadkin nie przekonała wcale. Zastanawiam się czy ta nadmierna teatralność to jej własna interpretacja czy pomysł reżysera.
Ale tak czy inaczej podobało się. To taki teatr dramatyczny na jakimś się wychowałam ( duże słowo, z jakim się zetknęłam będąc jeszcze młodsza i głupsza niż jestem (-; ) i ta forma cięgnie jak magnes. Bliskością aktora, mocą przekazu i słowami. Ja jestem już tydzień po i cały czas o tym myślę. Sięgam do książki. Siła Dostojewskiego, czy teatru? Nie wiem.
Dziś też polazłam do teatru. W ramach Mikołaja córka dostała na prezent bilety do teatru. ( Zgodnie z zasadą „daj coś co byś samemu chciała dostać”). Poszliśmy do Katowic na Klonowych Braci w Teatrze Ateneum. I byłam bardzo, bardzo pozytywnie zaskoczona. Zaskoczona mocą jej odbioru ( śmiała się i płakała i trzęsła) – i zaskoczona całkiem dobrym kawałkiem teatru. Fajna bajka, ładne lalki, dobrzy aktorzy. Zero bylejakości. Tylko teraz muszę tłumaczyć „że jak przyjdzie baba Jaga to my ją pogrzebaczem pogonimy”. Myślę, że za kilka lat przyjdzie czas na operową wersję Jasia i Małgosi. Sama jej jestem ciekawa.
Jak o tym piszę, to po raz kolejny dochodzę do wniosku, że jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w posiadaniu dzieci jest możliwość dzielenia się swoimi pasjami i wartościami. Opowiadania i pokazywania świata. Teatru, opery i chyba najbardziej książek. Kupiliśmy ostatnio ( troszkę przypadkiem) Zdumiewające opowieści Pandy – czyli bajki filozofii zen. Cudownie ilustrowane, proste i niegłupie. Do tego stopnia, że kocur kazał mi je czytać codziennie i medytować nad nimi.
5 komentarze:
Tak to sobie pozwolę ująć: Jak to cieszy jak się ludziom układa:)
Kiedy się ludziom układa to zawsze jest dobrze, dla całego świata nawet.
Co do bajek, moja siostrzenica jest zachwycona wydaniem Pana Błyska.
Cieszę się, że Ci się podobały "Biesy" - gra tam nasz ślubny świadek :)
Mam do tego spektaklu różne techniczne zastrzeżenia, ale klimatu nie można mu odmówić.
Natalia jest boska, kocham ją :-D
Aa, co prawda to prawda. Wybitnie prokoncepcyjny dzieć :) Aż się chce takiego mieć...
Prześlij komentarz