Głowa mnie boli i mam już drugi dzień jakiś taki bezsensu ( dzisiaj dostałam pierwszego od dawna ataku histerii i wyszłam w rodzinie Kocura za największa egoistkę i małostkową jędzę – ale to już inna historia). W związku z powyższymi pozwolę sobie wobec moich blogowych czytelników ( jeżeli jeszcze takowi istnieją) na troszkę smęcenia i ekshibicjonizmu psychicznego. Osoby które łatwo znudzić prosimy o nieczytanie dalej.
Zawsze wydawało mi się że wiem gdzie w życiu idę i czego chcę. Nawet jakoś sie nad tym nigdy nie zastanowiłam, bo to było dla mnie oczywiste. I nie chodzi tu o jakiś punkt do którego miałabym dojść, ale o samą drogę. Jakoś mam w głowie jasność jak pewne rzeczy powinny wyglądać. I chodzi tu raczej o zasady jakimi mam się kierować, taki jakiś wewnętrzny kompas. Wiem jak chce żeby wyglądał świat wokół mnie. Chcę żeby był po prostu pozytywny. Miał w sobie coś Dobrego, Ciepłego, Prawdziwego. Żeby był pełen słów magicznych, roślin, zwierzów, muzyki i codziennych radości. I właśnie takie coś staram się w ogół siebie tworzyć. Jak to śpiewał Habakuk „ Urodziłem się i żyję, by kreować, robić żywe.” Robić żywe, dobre, ciepłe. Cieszyć się, brać to co jasne, nie bać się ciemnego, iść prosto i odważnie. Bardzo kochać, szanować i ufać. Jak trzeba to się złościć i płakać. Takim po prostu być Ansikiem. Tak aby „ żyć pełnią życia i wysysać z niego całą kwintesencję, aby wykorzenić wszystko co nie jest życiem, abym w godzinie śmierci nie odkrył, że nie żyłem...”
I nawet czasami mi się to udaje. Czasami.
Zajebiście, nie? Tak wszytko wiedzieć. I to w zasadzie działa, dopóki świat jest idealny. Dopóki nie pojawiają się tam osoby upierdliwe, głupie, zgryźliwe, dokuczliwe. Takie których wartości są przeciwieństwem świata który chcę tworzyć. I pal licho, jak są to obce osoby. Wtedy można je spokojnie unikać i mówić „ idźcie swoja drogą, a ja pójdę swoją”. Ale kiedy te osoby, to siostra mojej mamy, brat Kocura albo insza rodzina. I nie ma możliwości ich unikania. Jak wtedy być takim pozytywnym? Ja wiem wiem dobrze, ze dalej powinnam być. Bo wartości są ( powinny być) we mnie. I nie mnie oceniać innych. Że powinnam szanować każdego i dobrze życzyć. Że wybiórcze bycie pozytywnym to sie hipokryzja nazywa. Ale co ja poradzę, że mnie szlag jasny trafia. Że się złoszczę, wściekam, obrażam. Cóż mam kompas który pokazuje mi gdzie mam w życiu iść. A ze ten kompas działa tylko na prostej drodze i jak nie ma mgły to insza sprawa. Całe szczęście, że przynajmniej o tym wiem. Boże dzięki ci ze nie odebrałeś mi tej ostatniej garstki samokrytycyzmu.
A druga sprawa która mnie ostatnio poruszyła.
Ostatnio się rozczarowałam światem. A w zasadzie upadły moje nędzne resztki idealizmu. ( nie wiedziałam wcale że one istnieją – aż do czasu aż nie zdechły). Podczas ostatniej rozmowy z Aniołakiem dyskutowałyśmy o świecie i idealizmie. I ja perorowałam na temat jak to wcale mnie nic a nic nie dziwi sukinsństwo świata i że to nic że w 99% świat jest podły, ale sie trzeba cieszyć ze w 1% taki nie jest. A tu klops – ja też miałam przebłyski idealizmu. Już ich nie mam.
Chodzi mianowicie o islam. Bo ja dotychczas, może przez wpływ przyjaciół ze Sierra Leone, byłam bardzo pro muzułmańska. Zasadniczo uważałam, że wszelkie „inności” wzbogacają kulturę, że od muzułmanów możemy się uczyć wierności zasadom i niezłomności i.t.d. Może do tych poglądów przyczynił się mój ogromny żal za stratą jaką poniosła Europa po II Wojnie Światowej. Chodzi o naszych Starszych W Wierze braciach, którzy przez setki lat mieszkali obok, współtworzyli nasza kulturę, a potem zostali puszczeni prze komin. Żal mi że Kazimierz krakowski jest juz tylko skansenem. I może dlatego tak z otwartymi rękami witałam w Europie muzułmanów? Coś co jest inne wzbogaca i uczy nas pokory i dystansu. A tu klops. Po ostatnich wydarzeniach mimo całej mojej tolerancji mam muzułmanów serdecznie dość. Bo jak do cholery możliwy jest dialog, z kimś kto wyrywkowo rozumie słowa ( chodzi o przemówienie papieża) a potem wyzywa i w ramach zemsty pali kościoły i zabija niewinna misjonarkę z Mogadiszu? Za co? Ja tego nie rozumiem, tej nienawiści. Na Merlina ja nie chcę, żeby się asymilowali i tracili swoje dziedzictwo. Ale jeżeli chcą sie osiedlić w Europie muszą przyjąć zasady które stoją u podstaw naszej kultury. Tolerancję, demokrację, wolność. Większość z zamachów była przeprowadzona przez ludzi mieszających od lat w Europie. Smutne to. I niniejszym umarł jeden z moich ideałów – ten o tolerancji i współistnieniu. Pastuchy won na pustynię. Myślałam cholibka ze ludzka podłość mnie już niczym nie zaskoczy, a tu proszę, udało się.
Dobrze, ktoś dał radę aż tutaj doczytać? Hop-hop? Jak ktoś przeskoczył wzrokiem aż tu, to nic się nie stało. Mogę na koniec dodać, że na http://s90.photobucket.com/albums/k261/labruja_i_natalis/ są dwa nowe zdjęcia, Kocur obronił doktorat z wyróżnieniem, wreszcie wstawili mi nową kuchenkę, a Natalis zrzucił sobie na głowę ( a co za tym idzie na podłogę) ze stołu całe wiadro pełne wody i był mały armagedon. Że życie toczy się swoim torem i jest całkiem dobre. Że właśnie słucham Cab Calloway / Irving Miles: Cotton Club i czytam Cień Poego. Ale o tym już w kolejnej notce. Krótszej i bardziej radosnej. Pa.
0 komentarze:
Prześlij komentarz