Jakiś czas temu, po rozmowie z przebywającą w Anglii Agnieszką, doszłam do wniosku ( zupełnie błędnego wniosku pragnę dodać), że poza Polską to już nie ma dobrego jedzonka – same przetworzone, na pół plastikowe, byle jak najtańsze, produkty jedzenio podobne. Nie wiem jak jest w Anglii, ale teza ta na pewno nie dotyczy Hiszpanii. W życiu tak dobrze nie jadłam jak tu! Pełno jest sklepików z owocami ( świeżymi dojrzałymi i nawet nie tak drogimi), rybami, chlebem, serami ( ach sery Katambrii) i innymi smakowitościami. I wszystko to razem z przepysznym lokalnym i niedrogim winem. Tak się właśnie stołujemy na śniadanie; wino, chleb, sery, figi, nektaryny i oliwki.
Kocur załatwił mi darmowe wejściówki na lunche razem z ludźmi ze Szkoły Letniej do jednej z lepszych restauracji słynącej z owoców morza. Coś co dziś jeszcze pływało, ale zostało wyłowione i przyrządzone przepysznie. Opisz co by wam smaka porobić. (-; Na przystawkę krewetki lub kalmary, potem zupa z krabów, na główne jakaś smakowita ryba, a na koniec pyszne ciasto. Na dodatek przy naszym stoliku siedzi Słowak który nie lubi krewetek i oddaje mi swoją porcję (-: Powiem tyle warto tu było przyjechać choćby i dla tych przyjemności.
Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać, żeby się z Wami tym nie podzielić. Choćby i tak opisowo tylko.
A z innej beczki to ładnie proszę ( Magalith to do ciebie) nie zazdrościć. Przez te zazdroszczenia się ochłodziło – jedyne 24- 28 C – czyli czas nie tyle na plaże co na spacery po okolicznych klifach. Nie jest to może zimna temperatura, ale wszystko ostatnio spowija jakaś mgła, czy może raczej chmura – i chwilami wygląda to bardziej na Irlandię niż Hiszpanię.
Poza tym z obserwacji to ( chyba Asia i Łukasz pisali już o tym) ogromny szacunek dla hiszpańskich kierowców. Jak zbliżam się do przejścia ( albo nawet do ulicy ale widać że chcę przejść) od razu się zatrzymują. A u nas niestety po głowie by przejechali, a jak widzą pieszego to jeszcze przyśpieszają. Inna sprawa że nie wiem jak im się udaje parkować, a co więcej wyjeżdżać potem, bo między samochodami jest czasem klika centymetrów miejsca. Przejść nie można a co dopiero wyjechać. Uch. To się nazywa wyższa szkoła jazdy.
A co do Natalia to się jakoś zaadaptował. Za przykładem rodzin hiszpańskich bez serca wychodzimy z nim na wieczór na miasto i wracamy dopiero o 22. Jak jest strasznie zdesperowany to z obrażoną miną zasypia w wózku. Ale w dzień dostaje figę ( bez maku) i pozwalam mu biegać po piachu. I jest dobrze.
W piątek późno wieczorem już wracamy. Szkoda że kolejny raz nie uda się na Kotła przyjechać. )-: Ale co się odwlecze to nie uciecze. W takim razie do zobaczenia. Hasta pronto mi amigos.
0 komentarze:
Prześlij komentarz