czwartek, 14 lutego 2013

Odrobinę nudna notka lutowa


Po przypadkowej lekturze dziwnego bloga o lakierach do paznokci i podkręcarkach do rzęs uwiadomiłam sobie jak bardzo zaniedbałam mój mały kawałek sieci. ( Najpierw musiałam napić się piwa jabłkowego, żeby otrząsnąć się z szoku kulturowego po wizycie w kranie Piękna, myślę, że oszczędzę mam linku do tej skarbnicy mądrości)

Cóż mam na swoje usprawiedliwienie? Kiedy coś się dzieje, to nie ma pięciu minut, żeby usiąść i o tym napisać, a tydzień później sprawa traci już na znaczeniu. Zatem szykuje się kolejna chaotyczna notka „ Z kraju i z Wombata”. Niestety bez zdjęć. Młody zgryzł czytnik do karty pamięci.


Zacznę od newsów. Pyrkon. Miałam jechać z prelekcją „jak pisać”. Po niezbyt miłej rozmowie, zaczęły działać moje demony, pouczyłam, że w sumie ja niem czy na Pyrkonie mogę się jako debiutant wypowiadać jak pisać i postanowiłam się wycofać. Po rozmowie z organizacją robię...dwie prelekcje. Na inny temat, ale co tam. Mam:
- „Gdy fandom porodzi dziecię - czyli mamo, Mikołaj zeżarł te zielone kostki”.
A drugi - „Między wilkiem a wilkołakiem, czyli od wolności do strachu”. Jeden bardziej anegdotyczny, drugi bardziej naukowy, oba osobiste. Kto chce to zraszam do Poznania w marcu.

A w sobotę wybieram się na Rigoletto. Jestem operowo wyposzczona i mam oczekiwania wystrzelone w kosmos. Zobaczymy. Na trailerze wygląda to bardzo dobrze. Obiecuję recenzję. Željko Lučića już w roli Rigoletta widziałam, więc nie będzie źle.

A i jeżeli jesteśmy w tym temacie: zaległa recenzja Nędzników. Gdybym Nędzników kochała to bym była wściekła, a tak byłam tylko odrobinę znudzona. Wokalnie bardzo różnie. Najgorzej Javert czyli R. Crowe, który wokalnie to zmasakrował. Przez to reszta aktorów wychodziła poprawnie. Kamera statyczna, nakierowana na migdałki aktorów, zupełnie nie wykorzystane plenery i przestrzeń. Czytając książkę, która jest jedną z najwspanialszych powieści, jakoś nie miałam dominującego na filmie uczucia, że ci rewolucjoniści na barykadach, to aż taka banda kretynów była. I że jak czerwony sztandar pada to patriotycznie się we mnie serce cieszy. Atawizm historyczny taki.

Jedyne co było rewelacyjne to postacie dzieci. Miałam ochotę adaptować małego Gavrocha. Podsumowując jak ktoś się wybiera: można, ale nie trzeba. A jak już to tylko w dobrym towarzystwie.

Czy ktoś może polecić mi w kinach coś fajnego?

Zaliczyłam sesje na studiach. Poza pisaniem iluś tam prac, nie było to specjalnie trudne. Poziom niektórych zaliczeń dość żenujący. Rozumiem, że to są studia dla papierka, ale mamy dość dobrą grupę i jakby ktoś chciał z nami popracować to by się dało. Tyle dobrze, że Urząd Bezrobocia tfu Pracy, zrefundował mi koszt tej przyjemności. Skoro urzędnicy wymyślili, że potrzebuję papierka, to niech mi pomogą go zdobyć.

Od marca zacznie się szukanie pracy. Rozniosę CV po wszystkich szkołach w okolicy i reszta już w rękach Imperatora. Jest szansa też na inne zatrudnienie od jesieni, ale pozwolę się jeszcze z tym nie ogłaszać, bo brzmi tak wspaniale, że nie chcę zapeszyć. Gdyby...ach gdyby się udało, to mogłabym powiedzieć z piosenką Kaczmarskiego „dobrze mi tu płacą, za to co i tak wszak lubię”. Noża na gardle nie mam, mogę przez kolejny rok siedzieć z młodym i pisać ( rozgrzebałam nową powieść) ale jak sobie pomyślę, ile bym z własnej pensji mogła wydawać w Empiku, to mnie kusi (-;

Syn niedługo kończy 22 miesiące i zdecydował się opanować porozumiewanie się za pomocą mruknięć i kombinację literek E i Y. Jest w tym bardzo zrozumiały. Tylko czasem wyrwie mu się „Ta” kiedy proponuję krecika lub czekoladę. Tu nie może być ryzyka, że matka nie zrozumie. On po prostu pała niechęcią do mowy jako takiej. Poza tym młody ma nowe hobby. Jest dość odganiany od kociej kuwety, więc stara się tam wrzucić jak najwięcej cennych rzeczy, kiedy nikt nie patrzy. Wieczorne sprzątanie kuwety jest pełne niespodzianek.

A oprócz pisania, studiowania, matkowania i czytania jeszcze gram. Mam bardzo fajną rolę na Flamberg - już kilka lat mi się marzyła rola krasnoludzkiej kobiety. Poza tym jednej z drużyn skończyłam Cthulu - podobno poszło mi bardzo fajnie z wyjątkiem małego debrifingu na końcu. Muszę się nauczyć, że przedwieczny ma jednak do końca swoje tajemnice. W przyszłą sobotę prowadzę drugiej ekipie zobaczymy jak pójdzie. Scenariusz ma momenty rewelacyjne, ma też dziury fabularno - logiczne. Zobaczymy.

No i planujemy wakacje, ale to bardzo nieprosta rzecz i temat na zupełnie inną opowieść.


A w międzyczasie;
Słucham: Rachmaninoff: Prelude in g, Op.23 No.5 ( moim zdaniem konsul w Hyperionie powinien tego słuchać, ale to inna sprawa)
Czytam: Abarat Absolute Midnight

I obiecuję wam szybko naprawić ten cholerny czytnik, żeby też się focie na blogasku pojawiły. 

Dobranoc, dulce sueńos (-; 

0 komentarze:

Prześlij komentarz