sobota, 19 stycznia 2013

Między kartkami a brzegiem talerza


Dwie rzeczy książkowe. W tym jedna kulinarna. Dostałam pod choinkę Nigella Gryzie Nigelli Lawson. Miałam okazję wypróbować trzy rzeczy, z czego dwie okazy się przepyszne, a jedna mocno średnia. Jedna z tych przepysznych jest moim odkryciem kulinarnym ostatniego czasu. Cudowności.
Najpierw robię rosół. Nie na kuraku, ale najlepiej na wole, a dokładnie na szpondrze. taki pięciogodzinny rosół, przejrzysty i ciemny najlepszy jest z kulkami z macy.
100 g macy ( niekoniecznie z chrześcijańskich dzieci) wkładamy do woreczka i tłuczemy na okruszki, dodajemy jedno jajko, sól, 30 g masła i kilka łyżek rosołu. Formujemy małe kulki, które wkładamy do lodówki na przynajmniej godzinę, a potem ostrożnie gotujemy w osolonej wodzie. Tu problem: Nigella podaje gotować około 40 minut aż wypłyną. Mi wypływają od razu, więc gotowałam około 15 minut. Może mam mniej rozdrobnioną macę. Kulki wyjmujemy i zalewamy na talerzu rosołem. Pychota!
 A wygląda to tak: 


A poza tym skończyłam wreszcie Atlas Chmur Davida Mitchella. Książka genialna. I tym bardziej mam obiekcje przed filmem, chociaż po braku laurów oskarowych dokuje dobrze. Książka jest zbiorem pozornie niezwiązanych ze sobą opowieści; dziennikiem podróży żaglowcem, listami kompozytora do przyjaciela, wspomnieniami dziennikarki, zapisem rozmów z klonowaną kelnerka i opowieścią posapokaliptyczną. Wszystkie te teksty są ze sobą bardzo subtelnie powiązane - żyjący w przyszłości znajdują ślady życia tych, którzy byli przed nimi. A co jest największym majstersztykiem, to wszystkie historie są pisane różnymi stylami, językami, a nawet różną ortografia, bo przecież ta także się zmienia. Ich wspólny mianownik to ucisk, niepohamowany głód, zachłanność, która pcha ludzkość zarówno do postępu jak i do samozniszczenia.

Problem z Atlasem polegał na tym, że jak dla mnie części są dość nierówne. Dziennik pacyficzny i Upiorna udręka Timothy'ego Cavendisha czytało mi się ciężko i jak po grudzie. Za to część kelnerki Sonmi i część postapokalityczna były absolutnie rewelacyjne.

Dlaczego unikam filmu. Trailer napawa mnie najgorszymi obawami. Mam wrażenie, że mogli dość prosto i łopatologicznie połączyć wątki, dodać reinkarnacji, albo czego tam jeszcze. A samą książkę czytało się tak dobrze ze względu na styl i język. Robić z tego film to samobójstwo. Może jeszcze Jarmush mógłby w stylu Nocy na Ziemi, ale nie tak....

A teraz czytam Drooda Dana Simmonsa. I stwierdzam, że ja pisać nie powinnam. Bo nie będę tego robić tak dobrze. Recenzja za jakiś czas. Na razie czytam. I się delektuję. 

A na koniec czy ktoś może mi wyjaśnić czemu mój syn kiedy mu pokazać kotka i zapytać jak robi kotek, odpowiada „ HHHHHHH” ( wydając ochrypły syk i charkot). Dzieci zazwyczaj odpowiadają „ miał” albo coś w tym guście. Hmmm. Sierściuchy mu bluzgały jak nie parzyliśmy i się nauczył, czy co?

3 komentarze:

serathe pisze...

My właśnie zrobiliśmy krówki z ekstraktem cytrynowym. W planach są bułeczki ziołowe, babeczki oraz maltański chlebek.
A co do twojego syna i kotów, to ja już się wypowiadałam ;P
I pisz, a nie marudź, fabułę masz, i to niezłą, a styl ci się z rozdziału na rozdział twórczości poprawia i wyzbywa nagłych freudowskich pomyłek.
Słyszałam, że masz zamiar zaszczycić swoją obecnością Pyrkon, prawda to?

monika mimo-za pisze...

Rosół fantastyczny, z macowymi kulkami - prawdziwy majstersztyk. Jeszcze jakby tak ze dwie niteczki szafranu...
Trzymam kciuki za twórczość:)

Triss pisze...

rosół wygląda na smakowity choć dla mnie rosół bez zieleniny się nie liczy ;)
A Atlas Chmur widziałam, niestety nie czytałam, wczoraj. Po dyskusji z K. mamy bardzo mieszane uczucia choć akurat wątek Cavendisha na ekranie był świeżą, fajną i zabawną historią. Jedyne co mnie bardzo raziło to momentami niepotrzebne epatowanie przemocą.

Prześlij komentarz