środa, 9 stycznia 2013

Młyn styczniowy



Rok zaczął się zacnie, bo absolutnie fajnym sylwestrem w Nihonto - z Natalią, Irkiem, Sushi, planszówkami i karaoke ( nie, nie śpiewałam, jako kierowca byłam na to zbyt trzeźwa, chociaż niewiele brakowało). Niestety potem uszyło z kopyta i to nie tylko rzeczy dobre.

A poza tym.
Robię staż w ramach studiów. Na pierwszy ogień gimnazjum i to takie podobno niezbyt ...renomowane. Lekka obawa, że mnie pożrą żywcem okazała się całkowicie nieuzasadniona. Młodzież jest...nie taka zła. Fajna nawet. Prowadziłam zajęcia na godzinie wychowawczej i grupa była lepsza niż mnie ostrzegano. I tylko jedno mi o nich przyszło do głowy. Oni są w porządku, tylko z jakiegoś powodu, brakuje im słów i umiejętności społecznych. Oni nie rozumieją tego co czują, nie potrafią tego nazwać. Czuć się można fajnie, niefajnie. I tyle. Nie ma różnicy między agresją, a złością. nie am wielu innych rzeczy nazwanych.

Tu chodzi o dwie rzeczy. O niską świadomość tego co się we mnie dzieje i o brak słów, które by mogły to nazwać. To jest brak zarówno umiejętności społecznych jak i werbalnych. Brak słów, pojęć. Tak jakby to co jest w nich, te emocje, uczucia nie potrafiły być nazwane, wyrażone. Bardzo daleka jestem od jakichkolwiek ocen, że młodzież, zwłaszcza ta trudniejsza jest płytka. Nie jest. Ich po prostu, po ludzku nikt nie nauczył tego co czują nazywać i werbalizować. Pewnie duża w tym rola rodzin, ale jest to trochę przerażające.


A najistotniejsze na koniec. Oprócz stażu mam teraz szpital.

Niestety nie w domu, a taki prawdziwy z kafelkami i lekarzami. Natalisa bolał ząb od sylwestra. Mleczka, niby nic. Najpierw jej go dentystka rozwierciła i „niech się wietrzy”, ale że dalej bolał i pojawiał się gorączka 39,8 pojechaliśmy go usunąć. Był już ropień. Antybiotyk dostała późno ( po tygodniu) i wdało się zakażenie. Białko CRP 95 ( norma do 5). Co się Młoda nacierpiała to jej. Od niedzieli siedzimy w szpitalu, a właściwie Natalis siedzi bo my kursujemy między nią a młodym.

Na szczęście sytuacja wygląda na opanowaną, dostała mocny antybiotyk dożylny, już nie boli i teraz jeszcze jakieś 4 dni i jak badania będą dobre to do domu. Potem zdjęcie czy zakażenie poszło w kość i się wyjaśni.

Żal mi Natalsa bardzo, ale w jakiś sposób kiedy obserwuję ją w tej chorobie to jestem z niej dumna. Bardziej niż kiedy dostaje dobre stopnie, czy kiedy ma popis na skrzypcach. Bo w tym całym cierpieniu jest bardzo poukładana, odważna, samodzielna. Wie, że trzeba wbić igłę, że mama musi iść na noc do domu, potrafi się sobą zająć i zatroszczyć się o siebie, jeżeli czegoś potrzebuje. Powiem tyle, nie spotkałam wielu dorosłych, którzy z takim spokojem, ogólnym ogarnięciem i odwagą podchodziliby do kłopotów. Siedzi młoda na dzień po wyrwaniu zęba, opuchnięta w gorączce. Ma dość. Mówię, że jedziemy do szpitala i jest szansa, że tam zostanie. Młoda siada i robi listę rzeczy do zabrania. Po raz pierwszy mam wrażenie, że wychowuję ją na wojowniczkę. Patrzę na nią i wiem, że damy radę.

A z drobiazgów mniejszego kalibru to odzwyczajam Mikołaja ( prawie 21 miesięcy!) od piersi. Dostaje „tita” w nocy i raz dziennie. Koniec z żarciem matki na żądanie kiedy tylko mu się zamarzy. Zamykamy bufet. Złościł się jeden dzień, ale chyba zrozumiał. I nagle pojawił się apetyt. Problem z karmieniem jest taki, że ja sama lubię karmić. Lubię się tulić, czuć jego zapach blisko mnie i dawać mu mleko zaprawione miłością i mandarynkami. Problem w tym, że oboje czujemy, że ten czas już się kończy. Musi się skończyć, żeby zacząć coś innego.

Z kolei Radiu Wrocław całkiem fajna recenzja Śmierciowiska. http://www.prw.pl/articles/view/26477/smierciowisko-to-mroczny-tytul Polecam posłuchanie (-; A tymczasem kończę pisac II rozdział. Wolno opornie, bo jestem myślami w Bytomiu z Natalsem. Ale już niedługo. Jeszcze chwila.

1 komentarze:

serathe pisze...

Trzymam kciuki za Natalię, przesyłam maltańskie słoneczko i przepraszam za obsuwy.
Mnie na poharatanie i zapalenie po ósemkach pomagały duże ilości lodów wiśniowych. Polecam.

Prześlij komentarz