niedziela, 22 lipca 2012

Mózg w słoiku i trockistowska super hero. Książkowo lipcowo.


W skrócie o dwóch książkach, które czytało mi się jednym tchem, a które odbijają mi się czkawką. Maleńkie spoilerki. Tycie-tycie.

Dziwna Sprawa Skaczącego Jacka Marka Hoddera przenosi nas do alternatywnej rzeczywistości. XIX wieczny Londyn, wynalazki, steampunk, młodziutka królowa Wiktoria ginie w zamachu, naukowcy i eugenicy prześcigają się w wynalazkach. Czyta się świetnie, wartka akcja, pełnokrwiste charaktery, intryga. Ale. No właśnie, ale. Czyta się świetnie ale gdzieś do 3/4 książki, kiedy to głowni źli wyłuszczają swoje plany, a bohaterom pozostaje tylko ściganie królicza ( przepraszam goryla i białej pantery). Całość jest napisana w czymś co nazywam Stempunk - fantasy, to znaczy w dekoracjach z poprzedniej epoki mamy komiksowe gadające papugi, mózgi w słoikach podłączone jakimiś rurkami do maszyn. Niby ten sam poziom absurdy jest u Gail Carriger w Bezgrzesznej, ale jak dla mnie ma ona nieco więcej uroku. I seksu, a to zawsze się przydaje (-; Końcówka książki, kiedy to goniono się wszelakimi machinami latającymi mocno mnie znudziła. Pomysł na rozwiązanie zagadki Skaczącego Jacka absurdalny. Co nie znaczy, że czytało się źle. Polecam, ale nie wyobrażajcie sobie za dużo.

Millenum Stiega Larssona zaczęłam od filmu dziewczyna z Tatuażem Smoka. Film ogromnie mi się podobał, ale pierwszej części nie czytałam, bo nie ma sensu czytać kryminału wiedząc kto zabił. Zaczęłam więc od Dziewczyny Która Igrała z Ogniem. Powinnam była być nieco bardziej podejrzliwa, skoro książka wyszła nakładem wydawnictwa Czarna Owca, która promuje tfffory w rodzaju Wielka Księga Cipek, czy Wielka Książka o Kupie.

Fajnie się to czytało. Wciąga i nie można się oderwać przez 700 prawie stron. Lizabeth Slander stanowi doskonałą genderowo feministyczną Mary Sue. Genialna hakerka, super mózg, fotograficzna pamięć, świetnie się bije i strzela, biseksualna, skrzywdzona przez mężczyzn. Z własnym poczuciem sprawiedliwości, niezłomna i twarda. Prawie jak Leon Zawodowiec. Prawie. Tylko cycki ma w drugiej części nowe.

Coś mi w tym świecie nie gra. Nie znam mentalności Szwedzkiej, ale chce wierzyć, że jest to dość przerysowany stereotyp. Poczytałam, sobie o autorze, żeby zobaczyć kto taką marysue wyprodukował. 
Rozumiem, że autor, były aktywista Komunistycznej Ligi Robotniczej, redaktor trockistowskiej (!) gazety, musiał tak to sobie wymyślać. Że osoba mojego pokroju byłaby w jego książce przedstawiana jako „bad guys”. Cóż, zdolny facet, który antyfaszyzm łączy z trockizmem. Tak jakby cholerę leczyć dżumą. Odbija się czkawką. Już chyba wolę Łysiaka, który też ładuje w fają fabułę swoje poglądy. Ale robi to jakby z większym urokiem.

Idę czytać oryginalnego Holmesa. Dość mózgów w słoikach i trockistowskich super bohaterek. 


Ps. Czekam na fanfik Lisabeth Slander vs. Nastia Strzelecka z Suworowa. Prawie jak alien kontra predator. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz