Dwie i pół godziny jazdy od śląska. Tylko tyle, o ile nie ma korków, i znajdziemy się w magicznej krainie. I to nawet bez starej szafy, chociaż zaczarowane drzwi też się znalazły.
Przyjechaliśmy do Dwóch Sióstr obok Lądka Zdrój. Sam pensjonat jest zupełnie wydatkowym miejscem, w prześlicznej starej willi otoczonej drzewami. Bardzo mili gospodarze, świetna kuchnia, a nastrój ma w sobie coś z powieści Agathy Christie. Naprawdę niepokoiło mnie co stało się z Trzecią siostrą skoro pensjonat nazywa się Dwie siostry...
Pierwszego dnia jeździliśmy po Górach Sowich. Zwiedliśmy trzy tajne podziemne kompleksy budowane przez Hitlera. Setki korytarzy, zawalonych przejść, podziemne labirynty być może jeszcze nie odkryte. I w tym wszystkim ciężka atmosfera śmierci. Bo cała aurę tajemniczości i zagadki przysłania to, że w gruncie rzeczy to jest wielki cmentarz. Wszystkie korytarze budowane były niewolnicza praca tysięcy więźniów. Wyszłam stamtąd zdruzgotana. Zresztą w jednym z korytarzy miałam dziwne wrażenie, o którym niekoniecznie chcę tu pisać, a które zdarza się rzadko. Mocne i bolesne.
Może dlatego Kaplica Czaszek, którą widzieliśmy drugiego dnia, w sumie już nie robią wrażenia. Bardzo podniosła atmosfera, ale w jakiś sposób czas tych ludzi skończył się dawno temu. Od choroby, rany, wypadku, kuszy i miecza. Przedwcześnie i w starości. W pokoju lub cierpieniu, ale już się skończyło. To co z nich zostało zostanie też ze mnie i jakoś patrzyłam na to obojętnie. W końcu życie to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową. I jestem już zarażona.
Powłóczyliśmy się też wśród Błędnych Skał - labiryncie olbrzymich głazów, których nie da się opisać inaczej jak niewyobrażalne, nienazwane, nienaturalne czy jakich tam przymiotników pan Lovecraft używał. Było Cthulowo.
Za miejscowością Frankenstein była twierdza z kotem i przystojnym przewodnikiem oraz średniowieczne ruiny zamku rycerzy rabusiów z wieżą na którą można się wspiąć, słonecznym zegarem i wielką lipą na dziedzińcu (drzewem takim oczywiści (-; )
Po Jaskini Niedźwiedziej znaleźliśmy też zupełnie niesamowitą wieś Międzygórze, która wygląda jak przeniesiona wehikułem czasu z XIX wiecznej Szwajcarii. Miasteczko powstało na życzenie Księżnej Marianny Orańskiej jednej z najbardziej niesamowitych kobiecych postaci XIX wieku. Królewna niderlandzka, poślubiona jakiemuś Pruskiemu imbecylowi, który ani wierności, ani prawdopodobnie innych zalet nie posiadał zbyt wielu, porzuciła męża i przez długi czas pozostawała w otwartym związku ze swoim masztalerzem. Jeździła konno, zakładała szkoły, huty szkła, kopalnie i kamieniołomy. Odważna i niezależna była dla ziem kłodzkich dobrą panią. W Międzygórzu zbudowała małe miasteczko jeden z najbardziej elitarnych kurortów XIX wieku. Kilkanaście domów, z których każdy wygląda jak pałac z bajki. Po wojnie miejscowość przejęła władza ludowa oddając budynki w ręce funduszu wczasów pracowniczych. Dzisiaj to miejsce szuka swojej tożsamości. Magia starych domów, trochę zrujnowanych i kilka bud z pamiątkami i goframi. Skrzyżowanie miejsca z innego czasu, ze złymi cechami Zakopanego. Warte zobaczenia. Choćby an chwilę.
Ale Sudety i Ziemia Kłodzka to nie tylko pojedyncze atrakcje. To przepiekane zrujnowane domy i folwarki, maleńkie stare miasteczka, trochę senne i leniwe, z odrapanymi kamienicami i czasem który płynie wolniej. Góry bez górali z ich oscypkami i miłością do liczenia dudków. Trochę Śląsk, trochę Czechy. Dziwne magiczne ziemie, gdzie widać echa XIX wiecznej świetności. Kraina jaskiń, kopalń, sztolni, zamków i pałacyków. Miejsca o zakręconej historii, ciągle szukające swojej tożsamości.
Dla mnie Sudety są odkryciem. Jestem oczarowana i pewnie będę wracać, chociaż nie będę mi tak bliskie jak Beskid Niski, który jest trochę drugim domem.
A wracając skończyłam czytać „ W dziwnej sprawie skaczącego Jacka”. W sumie...polecam. Ale.
Ale o tym później.
1 komentarze:
Bylam w tych stronach raz jedne przez dwa tygodnie...
Warto bylo i stwierdzam, ze nasza Polska to piekny i ciekawy kraj, jest co ogladac!
Serdecznosci
Judith
Prześlij komentarz