Wczoraj w nocy budzi się Natalis o jakiejś nieludzkiej porze. Płacze. Pytami się co jest, boi coś, czy co. A ona, że nie, ale mam jej pośpiewać bo dawno nie śpiewałam. No to pośpiewałam i tyle.
I tak sobie myślę, czym jest śpiew. Bo większości z nas mówią jak odrośniemy od przedszkole „ nie fałszuj tak” i ogólnie jest zniechęcanie. A kulturowo śpiew ma ogromne znaczenie w ekspresji emocji. Są, a właściwie były, pieśnie weselne, pogrzebowe, religijne. Wszędzie tam gdzie człowiek wchodzi w świat ducha, mocne emocje tam powinien wchodzić śpiew. I teraz mam wrażenie jest przez masową kulturę wyparty - trzyma się jeszcze tam gdzie emocje są najczystsze i najmniej skażone w relacji matka - dziecko. Gdzie indziej na śpiew, taki z serca, sobie nie pozwalamy. Nawet na ślubach jak już ktoś śpiewa to jest to ktoś „zamówiony do śpiewania” a nie naturalna ekspresja tych, którzy to wydarzenie przeżywają. Śpiew, niestety, ograniczył się do roli estetycznej, a pozbawił się emocjonalnej. Szkoda.
Poszperałam w necie i znalazłam warsztaty śpiewania kołysanek w Krakowie. 12-13 luty organizator to fundacja korzenie http://www.fundacjakorzenie.pl/. Kto chętny żeby ze mną się wybrać?
EDIT:
No szlag ten pozytywny nastrój trafił. Moja rodzina jest szurnietra. Kilka tygodni temu matka pyta czy może kupić Natalce nową kurtkę. Mówię, że nie. Jasno wyraźnie i głośno. Teraz chodzi w jakimś źle dopasowanym grzmocie, który daliśmy sobie wcisnąć i czekam aż z niego wyrośnie. I nie chcę wydać 150 zł na kolejną niepotrzebną rzecz - na którą będę czekać aż z niej wyrośnie.
Dziś - odbieram Nat i patrzę...ubierają ją w nową kurtkę. Mówię, że jej nie chcę, że już o tym rozwialiśmy. Matka zareagowała wściekłą agresją, wrzuciła nową kurtkę kosza na śmieci mnie kazała się wynosić ( używając słów „Wytyki”)
Bosze czy to się leczy? Ja już nie chcę mieć z nią dobrych układów. Nie są mi potrzebne, wyrosłam z tego. Chce mieć poprawne, neutralne, nijakie.
6 komentarze:
Matka - ma to do siebie, że do końca życia zostanie matką. Nawet jak jej dziecko będzie już pełnoletnie i będzie miało własne dziecko - to matka będzie matkować. Trzeba chyba to przyswajać. Ja zgadzam się z rodzicami a i tak robię swoje.
Co do śpiewania to ma wiele plusów. Np. głośny śpiew oczyszcza krtań z flegmy. No i wg amerykańskich naukowców poprawia samopoczucie.
pozdrawiam.
Jeżeli ignorowanie twoich słów, niepoważne traktowanie, szybkie przejście do agresji, wyzywanie, niszczenie wartościowych przedmiotów w ramach szantażu jest cechą matkowania, to ludzi powinno się sterylizować, żeby przerwać ten krąg.
Chcę wierzyć, że nie jest to jednaki cecha gatunkowa i zasadniczo pełna nadziei posiadam swoje dzieci. Limit na kilak pokoleń wyczerpany.
I zaczynam mieć to gdzieś. Byle szybciej uciec do samochodu z Nat. Przyjdzie lato, będzie można ją w dzwonach odbierać bez ubierania iw chodzenia.
nie zostałaś przypadkiem adoptowana?
Najbardziej zadziwia mnie, że można byc tak róznym od rodziców i że bogu dzięki.
Wiesz, kiedy byłam mała (a byłam naprawdę wrednym i niegrzecznym dzieckiem) moja ciotka siostra mamy nie mogła dać sobie ze mną rady i powtarzała, że jestem podrzucona w szpitalu przez jakąś Ukrainkę ( na Śląsku najgorszy epitet to Rusek albo Ukrainiec).
A rodzice mnie wzięli, żeby nie robić wstydu. A teraz ich dziecko pewnie siedzi u jakiś chacharów (dosłowny cytat) a ja bezczelnie opływam w dobrobyt. Powtarzała to tyle razy, że w efekcie czasem sobie wyobrażałam, że ta moja prawdziwa rodzina mnie znajdzie. I się specjalnie nie martwiłam faktem bycia podrzutkiem. No może jednej babci byłoby mi szkoda.
Co ciekawe podobno matce mówiono to samo z wersją „jesteś od cyganów” ( bo miała czarne włosy). Ot rodzinna legenda, ciekawe ile pokoleń do tyłu.
Wyrywając kawałek - jestem ciekawa Twojej opinii o Szelmostwach <:
ps. *ścisk*
Matka to matka. Moja mi powtarza, że zrozumiem wartość tego słowa, gdy matki zabraknie.
Pozdrawiam.
Prześlij komentarz