niedziela, 23 stycznia 2011

Depesze ze świata Anisków. Wszystko i nic.

Zimowo, sennie.

Stanowczo powinnam była urodzić się niedźwiedziem - rozwiązywało by to konflikty z dużą ilością istot, które mnie irytują i pozwoliłby mi przespać pół zimy.

Jest mnie coraz więcej, chociaż przestałam na szczęście gwałtownie przybierać na wadze. 27 tydzień 60 kg. Czuję się nieźle. Dobrze dlatego, że jest mi ogólnie szczęśliwie i mam poczucie, że jestem w dobrym miejscem swojego życia. Gorzej bo kości łonowe mi się rozłażą - i mam polegiwać czego oczywiście nie robię. Ogólnie w życiu mam sporą potrzebę kontroli ( nad wszystkim) więc kiedy moje własne ciało zaczyna robić co chce, nie jestem zbyt szczęśliwa. Lekarz powiedział, że zasadniczo nie wie co to jest. Ja liczę, że po porodzie minie. Krzywą cukrową robiłam na dwóch delicjach, a wyniki ciśnienia krwi spisuję z sufitu. I podobno jest dobrze.

Ale za to ma piersi 70F i wygląda to...dobrze. Cholernie dobrze. Przynajmniej dopóki nie patrzy się w dół.

Poza tym piszę. Czy skończę do kwietnia nie wiem, ale jest już 130 stron, z których jestem momentami zadowolona. Notabene Fabryka odpisała że „Lustra” zostały przekazane dalej do konsultacji, jeszcze ich nie odrzucili i mam czekać. Tymczasem Runa odpisała, że nie pasuje im bo akcja za wolna, za mało fantastyki jako takiej i ogólnie nie wiadomo do kogo targetowane. Ha, teraz wiadomo dla kogo jest. I pot-fory są jak należy.

A ja dochodzę do wniosku, że teraz widzę sto tysięcy wad Luster. Teraz mam wrażenie, że jest lepiej, ale muszę przystanąć i pomyśleć nad sklejeniem fabuły, żeby się nie rozjeżdżała jak szew na starych gaciach. I mam ogromną potrzebę pisania czegoś równolegle - choćby tylko dla siebie. Albo projekt baśniowy dla dorosłych, albo w końcu napiszę ten ff SS/ LE. Tak jak uważam, że to mogło być. Ogólnie tęsknię do dobrych fanfików. Muszę też umysłowo odpoczywać od Śmierciowiska, bo tekst mnie po matulku zjada. A najlepiej odpoczywa się od pisana innym pisaniem (-;

Natalii czytam Muminki. Robiłyśmy do nich podejście w zeszłym roku, ale chyba było za wcześnie, a potem dostała od „cioci Indygo” z dedykacją i poszło. Potem wzięłyśmy w obroty Zimę Muminków, Lato a czekają Kometa, DM w Listopadzie i kilka innych. Ogólnie cykl jest genialny. Chyba najlepiej napisana książka dla dzieci i w sumie nie tylko dla dzieci. Taka gdzie bohaterowie nie tylko mają przygody, ale pozwalają sobie na uczucia typu smutek, zazdrość, niepewność, samotność. Śmiem twierdzić, że te wszystkie trole; Muminki, Filifionki, Paszczaki, Bufki i Homki są bardziej autentyczne i ludzkie niż większość bohaterów literackich. Jestem urzeczona.

Poza tym dajemy szanse Teatrowi Muzycznemu w Gliwicach. Dziadek do orzechów ok. Bez rewelacji, muzyka z płyty, a sam dziadek wygadał jak skrzyżowanie aliena, żołnierza imperialnego i kraba w sreberku, ale Natalce bardzo się podobało. Potem byliśmy na Hair i tu było już całkiem dobrze. Może dlatego, że niczego się nie spodziewałam. Na Hair jedziemy porównać w lutym do Wrocławia. A zaraz potem na Upiora do Opery Bytomskiej. Będzie trauma. Recenzja też będzie. Obiecuję.

Tyle dobrze, że zima i święta obfitują w stosu dobrych książek. Skończyłam Antykwariusza J. Sancheza - bardzo solidny kawałek kryminału. Czytam Zaślubiny Kadomsa i Harmonii R. Calasso ( odkrywcze, podoba się, ale nie czczę - w kilku miejscach widzę jakiś mit inaczej). Luka i Ogień życia Rushdiego oraz Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki Llosy. Zasadniczo mogę zimę przeleżeć z zieloną herbatą i książkami. I nie sądzę, że coś tracę oprócz zmarzniętych stóp.

No w zimie jest jeszcze jedno. Wielkie, ogromne stada ptaków za moim oknem. Przylatują codziennie na pobliskie drzewa. Wygląda to upiornie, ale niesamowicie. Na początku lutego będę miała wreszcie aparat to zrobię trochę zdjęć. Ogólnie czekam na ten aparat jak dzika. Zwłaszcza, że sama sobie wybrałam jaki.

Z zakupów rozważam niezobowiązująco wózek. Kocur złapał mnie na przeglądaniu ulotki Espiro. Podobno miałam rozkoszny rozmarzony wyraz twarzy, jak ktoś, kto bardziej sobie wyobraża niż coś czyta. Jak facet na pornosach. Ciekawe porównanie, a wózki swoją drogą wyglądają na fajne.

A muzycznie to. Też bajkowo.


Ps. Czy ktoś widział Drakulę w Teatrze Słowackiego w Krakowie, bo nie wiem czy warto?

3 komentarze:

luqe pisze...

Muminki można czytać w każdym wieku. Ja np. rok temu przeszedłem przez ich krainę. A mam więcej niż 5 lat. Pozdrawiam.

labruja pisze...

Ja mam lat 30 i już zapomniałam jaka to przyjemność. I dzięki Nat sobie przypomniałam.

Anonymous pisze...

Drakuli zdecydowanie nie warto.
Niestety.

Prześlij komentarz