czwartek, 11 listopada 2010

Różności

Wróciliśmy właśnie z Joanny D’Arc w Teatrze Ateneum w Katowicach. Jest to z założenia teatr lalki, który notabene bardzo lubimy, więc z ciekawością wybraliśmy się na jedną z ich pierwszych prób spektaklu dla dorosłych. Powiem szczerze mam mocno mieszane uczucia. Ogólnie w skali 10 chciałam dać z 6. I to całe 6 za fenomenalną grę aktorów, którzy wyciągnęli z tej sztuki wszystko co się dało. Dawno, chyba od pamiętnego Dybuka i Otella nie widziałam tak zgranych i perfekcyjnych aktorów. Podobała mi się też scenografia, muzyka i niektóre dynamiczne sceny. I to by było na tyle.

Karel Brožek miał swój własny pomysł na adaptację pomysłów Bernarda Shawa, Paula Claudele, Friedericha Schiellera i Jeana Anouilha. Plus chyba cała masa własnej inwencji. I do mnie ten scenariusz w ogóle nie przemawia. Całość sztuki jest pokazana tylko i wyłącznie z punktu widzenia Joanny. Wszystko zaczyna się przydługą sceną z dzieciństwa i jej relacji z ojcem, są jej święci, jej demony, jej wersja wydarzeń. A że sama jest niewinną, naiwną wieśniaczką, która mało z tego rozumie to też na scenie mało z tego wynika.
Rozmawialiśmy z Kotem jaki tu może być problem. Nie ma żadnych scen poza percepcją Joanny. Trochę trudno pokazać mocną dramatyczną sztukę o prostej i przeczystej bohaterce. Scena potrzebuje Jagona, Rigoletta, Piłata. Postaci wahających się, szarych, pełnych złości albo strachu. Na samej Desdemonie daleko się nie da.
Dla mnie ta historia rozgrywa się na przełomie od wyruszenia do Delfina do końca procesu. Nadzieja, a potem zdrada są dla mnie esencją tej historii. A tu środek ciężkości jest położony na dzieciństwo – a potem na to że głosy zniknęły. Nie ma ani jednej scenie o zdradzie Karola, roli Anglików, o tym, że Joanna była tylko pionkiem. Nie ma dramatyzmu i tragizmu tej postaci. Tego jak wykorzystano jej naiwność i wiarę. Jest za to sen wieśniaczki, który kończy się wśród demonów i płomieni. I tyle.
Ale na pewno znowu zajrzę na sztuki „dla dorosłych” w Ateneum.


Poza tym. W świecie Wombatów.

Chciałabym napisać (prawie, bo jeszcze naklejki na ścianę, ale już wybrane) skończyliśmy remont. Idealnie perfekcyjne malowanie, które robiliśmy po kawałku od kwietnia. Tylko że przyszli panowie z gazowni i trzeba wymieniać rurę z gazem i kuć dwie ściany. Dwie ostatnio pomalowane ściany. Boli.

Ogólnie poza tym z remontu jestem zadowolona. Zaoszczędziłam pieniądze na dywan, ale musiałam kupić nowy komputer, biurko, i kuchnię. Więc dywan odleciał. Przyleci mam nadzieję z becikowym. Za to mam cudownie mieszczańską i śliczną kuchnię, a co.


Poza tym, melduję, że skończyłam pierwszy trymestr ciąży. Jest kapkę trudniej niż z Natalką, ale daję radę. Młody zaczął mnie ostatnio kopać nieśmiało. Natalia już wie, choć dowiedziała się w głupi sposób. Kupowałam w aptece syrop na kaszel dla mnie i po chwili córka pyta „ Mamo, a dlaczego powiedziałaś tej pani, że jesteś w ciąży?” „ Hmmm, może dlatego że jestem?”

Zastanawiam się czym różni się posiadanie pierwszego i drugiego dziecka. Chyba nie popełnię tych wszystkich błędów wychowawczych – a przynajmniej popełnię ich mniej. W jakiś sposób jestem bardziej stabilna i mądrzejsza doświadczeniem. A z drugiej strony cieszę się z Mikołaja, czuje jak we mnie rośnie, ale nie ma tych fajerwerków, mistycyzmu i euforii. Bo Natalia była dla mnie mistycznych przeżyciem. A teraz jest po prostu „ Cześć M. fajnie, że jesteś”


Kot Hella ma się lepiej. Nawet zupełnie dobrze. Była bardzo chora 8 dni, a potem znienacka w nocy zaczęła bawić się papierkami. Cieszyło nas to pierwsze pięć minut, potem chcieliśmy spać. Mam nieodparte wrażenie, że to była jakaś choroba a nie nerwica czy depresja. W czasie dalszej części remontu – wiercenie w ścianie – kot leżał pomrukując. Całość nie mogła być spowodowana wymianą okna, bo temu kotu remont nie przeszkadza. A jak już mu coś przeszkadza to je więcej, a nie mniej. Tak czy inaczej nie mam pojęcia co to było, ale jesteśmy wdzięczni Wszystkim Świętym Od Zwierzaków, że na razie zostawili ją po naszej stronie Tęczowego Mostu. Potrzebna nam tu jest.

A z cytatów Natalki. Była w przedszkolu akcja: przychodzą rodzice i czytają wszystkim dzieciom. Nat się uparła żeby czytać Pandę Taflę, która baśnią nie jest i średnio się na tą okazję nadaje. I trudno się było maluchom skupić. Chłopaki rozrabiały. Po czym słyszę jak moja córka mówi do jednego z nich: „ Strasznie się wygłupiałeś jak Moja Mama czytała, pewnie nic z tego nie rozumiałeś. Ale się nie przejmuj, za pierwszym razem trudno jest z książki coś zrozumieć”. Ómarłam.

1 komentarze:

Anonymous pisze...

Niezwykłe zdanie z ust Natalii. Wszystkiego dobrego, czytelniczka

Prześlij komentarz