Jeden z tych ważnych snów o których się pamięta.
Płynę łodzią po rzece. Rzeka jest głęboka, wezbrana i rwąca. Łódką rzuca na wszystkie strony, wygląda jakby miała wypaść na zakręcie. Siedzę z przodu, wiatr wieje mi w twarz. Ona siedzi obok. Chyba. Nie pamiętam dobrze, w końcu to sen.
Patrzę w dół i chociaż łódka ciągle się porusza nie ma wody. Płyniemy w powietrzu a na dnie rzeki obok kamieni leżą kości. Szkielety wojowników, olbrzymie amfory, kamionkowe naczynka i omszałe monety. Wyciągam rękę żeby wyciągnąć maleńką filiżankę z dna, a ona rozbija się na dwie części.
No i niestety mnie obudzili. Idę śnić dalej.
0 komentarze:
Prześlij komentarz