Miała być ponura jesienna depresja. Ogromny stres „ zeżrą mnie w pracy”, kac emocjonalny po Wiadomo Czym i w ogóle Rwanie Włosów z Głowy. A tymczasem…
Jest dobrze. Nadspodziewanie dobrze.
1) Co do pracy. ( Może jednak a) nikt z pracy tego nie wyszpera b) jak wyszpera to mnie nie wywali). Jestem przemęczona. Nie jestem jeszcze na pełen etat, choć czuję, że jeżeli mam robić to co chcę, wyrabiać się z projektami to jest to nieuniknione. Jestem zmęczona w poniedziałki i środy do granic możliwości, a jednak…
….zaczyna mi się to podobać. Bolesne jest to, że strasznie mało jeszcze umiem i jestem tego świadoma. Fajne natomiast jest to, że jest naprawdę dobra atmosfera, takie poczucie, że się robi coś razem i ma to jakiś sens. Że ma się możliwość uczenia cały czas nowych rzeczy. Dostałam pracowy angielski ( o 8 rano ale zawsze) i szkolenie do pracy w DS. ( Direct Serch czyli kradziejstwie pracowników bezpośrednim). Nudzić się nie nudzę. Dla gryfona i ślizgona ta praca jest jak znalazł. Cholera, chcę się tego nauczyć. I lubię coś robić. Jest stres, że mi nie wyjdzie – ale jak to mawiają, jest ryzyko – jest zabawa.
2) Jak się po takiej pracy do domu wraca to się docenia to co się ma. Jestem na nowo rozkochana w kocurze i Nat. Fakt młoda fika i sprawia problemy, ale potrafi też zapodać tekstem po którym od razu robi mi się miło. Jak choćby wczorajszy „ zakończyłam proces skakania” czy Sarenki o których już niektórym pisałam.
3) Robimy WRESZCIE remont pokoju Natalia. Na raty – drapiemy dwa, trzy paski tapet, sprzątamy i wszystko wraca do normy. Darcie tapet mnie odpręża. Perspektywa malowania kolorami i tego, że będzie to wyglądało naprawdę fajnie też jest bardzo miła. Aniołaku, niedługo pędzle w dłoń i kffiatki maluj.
4) Kot niestety u nas już nie mieszka. Niestety nie jest u Kamili, tylko u dawnych właścicieli. Formalnie nie mieliśmy im niczego do zarzucenia, choć tradycyjne śląskie rodziny nie budzą naszej sympatii. Dostali młodego tylko dlatego, że robili o niego duże halo. Cóż, życzymy im dobrze o tyle, o ile to ma wpłynąć na pozytywny los kota. I lepiej żebyśmy się nie dowiedzieli że był inny!
5) Jesień jest złota i słoneczna. Za tydzień w piątek Kraków i rpg. Potem imprezy tak jak pisałam. Prawie wszystkie. Jest już termin mikołajek fokowych i może wigilia z trójkę w Łupkowie. I pewnie Carmen w marcu z Aniołakiem. Kusi termin urodzinowy (-;
Poza tym czytam Roberta Blya’a Żelaznego Jana i się zachwycam. Wiem, psychoanaliza ale mądra i zabawna. I o tym aspekcie męskiej duszy, który jest mi jakoś szczególnie bliski. O tym Dionizyjsko – Posejdońskim dzikim czymś. Kiedyś dawno temu to czytałam, ale mnie wzięło na odkurzenie. Następny w kolejce będzie Zen i sztuka oporządzania motocykla. Poza tym piszę. I tysiąc fajnych ciepłych szczegółów. Kolczyki upatrzone z trendymanii. Muzyka Toma Waitsa i Cohena . I Ajde jano. Tak to najbardziej za mną chodzi. Cały czas.
1 komentarze:
"Zen i sztuka oporządzania motocykla" - jest super, polecam, szczególnie historię o cegle :)
Fajnie, że jest fajnie i dobrze, tylko tak dalej :) Powodzenia!
Prześlij komentarz