piątek, 24 października 2008

Młynek. Ja sama nie wiem jak życie może toczyć się tak szybko. Ale, że toczy się w dobrym kierunku to nie marudzę. W pracy o dziwo mi się podoba i to bardzo. Atmosfera fajna. Dostałam pierwsze samodzielne zlecenie i aż mnie palce świerzbią, żeby się do niego zabrać. Zwłaszcza, że nie wygląda nie niewykonalne. Trudne, ale myślę, że wykonalne.
Kandydaci potrafią zaskoczyć. Jest i pan który uparł się, żeby jechać do pracy do Belgii z …teściową. Jest i pani która chce jechać na pakowaczkę warzyw z fakultetem z prawa i ekonomii. A specyfikacje firm nie mniej zabawne. Dziś doczytałam, że kandydat ma obowiązek „ eskalować problemy i konflikty z kontrahentami”. Ómarłam. Jak rozumiem pani z działu personalnego zna się na swojej pracy, ale na trudnych wyrazach już mniej. Robiłam pierwszy od kilku lat DS. czyli wyciąganie kandydatów bezpośrednio z firm. Taki miły dreszczyk adrenalinki żeby przekonać panią w sekretariacie ze ma cię połączyć z inżynierem spawalnikiem. To jest jak jazda na rowerze – nie zapomina się. A że uczyłam się tego sama chałupniczo prawie, to pamiętam.

Natalis cudny. Już chyba się przyzwyczaił od sytuacji, pomaga drzeć mi tapety w pokoju i zagaduje. Potrafi rozbawiać nawet kiedy wracam zmęczona jak pies ( suka? hihi) albo wzruszyć że robię się miękka jak kaczuszka. Mam jej ciągle mało i teraz doceniam każdą godzinkę razem.

Do rzeczy które mnie tak bolały zdążyłam przywyknąć. Im dłużej na to patrzę, to myślę, że prędzej czy później tak się musiało stać. Pewnych rzeczy, różnic w patrzeniu na świat nie da się przeskoczyć. I obecny stan ma też dobre strony. Kiedy wali się świat, nie trzeba marudzić, bo on po prostu układa się w nowy wzór. Wszystko się cięgle zmienia i jeżeli się chciało zatrzymać świat w takim stanie jak jest, trzeba liczyć potem na większą rewolucję. Tylko włosów jeszcze nie ścięłam jak obiecałam. Czekam aż mi otworzą fryzjera na dole. Czyli jeszcze jakieś trzy tygodnie.

Jutro bladym świtem jadę. I cholernie się na ten weekend cieszę. Kocur zresztą też. Co prawda mój organizm mówi, że on woli zostać w łóżku i pospać, ale jak zwykle się nim nie przejmuję. Dostanie apfelsztrudla i kawał dobrej sztuki.Z okazji wyjazdu ( i premii) kupiłam sobie to: ( i bardzo mi się podobają)




Opowiem jak wrócę, choć myślę, ze bez recenzji.

3 komentarze:

Anonymous pisze...

"Kiedy wali się świat, nie trzeba marudzić, bo on po prostu układa się w nowy wzór."

-Ah, jak cudnie powiedziane! Pięknych chwil Czarownico; nie-do-zapomnienia.
Cantadora

Kredki of Darkness pisze...

miłego oglądania i czekamy na wrażenia :)

Lemurka pisze...

Kolczyki...mru :) Opowiedz koniecznie jak było!

Prześlij komentarz