niedziela, 20 lipca 2008

Karta Praw Bohatera Literackiego

Zastanawia mnie pewna kwestia. Właściwie to myślałam już o tym kiedy pisałam fanfiction i kiedy próbowałam się w swoich własnych literackich wypocinach. Mianowicie:

Czy bohater literacki ma prawo być szczęśliwy?

Albo:

Czy autor ma prawo napisać happy end.

Dotychczas byłam zdania że jeżeli autor umie pisać dobrze i uzasadni coś przekonywająco to ma prawo pisać co mu się żywnie podoba. Ale już w czasie kariery fanfictiopisarza zetknęłam się z tym, ze kiedy mordowałam bohaterów lub raczyłam czytelników dozą goryczy wszyscy bili brawo. A kiedy śmiałam pozwolić im na cokolwiek milszego było że kicz i kicha.

Problem powrócił kiedy jedna z moich znajomych napisała całkiem dobry i solidny kawałek prozy ( nie ff twórczość własna). I miała czelność pozwolić bohaterom żyć. Ba więcej, miała czelność zaserwować im po długich perypetiach ślub i całkiem szczęśliwe choć wcale nie nudne życie. I co? Jeden z autorytetów w dziedzinie humanistyki orzekł że wyszła z tego mieszczańska kicha ( czyli telenowela, choć nie użyto tego słowa). I tu zdziwienie. Czy mamy jako autorzy obowiązek mordować bohaterów, fundować im pełne goryczy rozstania? Czy każda próba pisania innego zakończenia jest od razu klasyfikowana jako nowela, socjomatrix i kicha.

Przejrzałam listę ulubionych książek i filmów i ze zgrozą obserwuję jak autorzy poddają się temu terrorowi.

Ja protestuję czytelnicy! To jest zniewolenie autora!
Oczywiście szczęcie opisać trudniej. Gorycz i rozpacz to brzmi lepiej i od razu ciśnie się czytelnikowi słowa „ mocne to było”. Tylko czy sztuka to za przeproszeniem kawa ekspreso że musi być mocna i basta? Noramlanie to musi być krew, zaraza i Kosiński, żeby się podobało. Może jeszcze w starszych tekstach tak tego nie pilnowano. Szekspir ośmielał się pisać komedie, a u Hugo czasem w tym całym smutku iskierka nadziei i walki o szczęcie się przewija. Teraz niestety nie – szczęcie to przeżytek i obciach.

Zawsze miałam naiwną nadzieję, że jak się pisze dobrze, można pisać co się chce. Zawsze myślałam, ze pisarz musi być obserwatorem świata. A jak to świetnie Nabokov „Life is beautiful. Life is sad. That's all you need to know.” Bo życie cholera czasem ma piękne zakończenia, czasem bardzo pokręcone, bolesne, ale bywa szczęśliwie. I jeżeli ktoś ma na tyle talentu i odwagi żeby je tak opisywać to jego prawo. Swoją drogą coraz bardziej szanuję panią Rowing za epilog do VII Harego Pottera. Naiwny może, ale ona tak tych bohaterów, tak po prostu, jak ludzi, znała i tak im życie ułożyła. Mimo że psy wieszano za niej za to okrutnie.

I w tym miejscu apeluję o poszanowanie praw Bohatera Literackiego. Dbamy o wszystkie elementy psychologicznego i fizycznego realizmu i prawdopodobieństwa książek. Wiec dajmy też im tą najbardziej podstawową motywację: dążenie do szczęścia. I choć nikłe szanse na jego osiągnięcie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz