Dobrze. Wciąż żyję. Nawet mam się lepiej. Kilka refleksji po pobycie w szpitalu. Po pierwsze wreszcie zrozumiałam do czego ma służyć „bycie na czczo przed operacją”. Pacjent głodny o odwodniony się nie buntuje i nie ucieka. Lezie potulnie jak owca na cięcie. Nawet nie protestowałam jak mi igłę do kręgosłupa wbijali.
A potem długie dni leżenia w gorącu, nudy, bolenia tu i tam. Jestem tym już serdecznie zmęczona. Rozbiło mnie to dokumentnie. Mam zamiar wziąć prysznic i ruszyć na spacer. W stronę życia. To co że mi jeszcze nie wolno? Mam ochotę - wot co.
I dzięki bliskim za wsparcie, dobre myśli i smski. Pomagały. Bardzo.
0 komentarze:
Prześlij komentarz