niedziela, 4 czerwca 2006

Nie, nie będzie w żadnym wypadku o gryzieniu metaforycznym. Będzie o zwykłym zębowym wgryzaniu się w smaczne obiekty. Gryzienie jest przyjemne. Jest częścią życia. Mam oczy patrzę, mam uszy słucham, mam nogi chodzę, mam zęby wgryzam się. Niemal jak w bajce o Czerwonym kapturku. A dlaczego ja się nad tym rozwodzę? Bo jestem tej możliwości obecnie pozbawiona. I cierpię. Otóż mam wreszcie aparat. Nie wygląda aż tak tragicznie, boli też do wytrzymania. Problem w tym, że jedzenie papek i płynów nie wystarcza. Zaspokaja głód żołądka, ale pozostawia jakiś inny prastary głód, głód wgryzania się. Nie jestem mięsożercą. W zupełności wystarczyłby mi mięsisty pomidorek, albo wilgotny świeży ogóreczek. O skórce z chlebie już nie wspomnę.

Zatem Carpe Diem, Carpe Tomate i inne dobrocie! Carpe i gryźcie, skoro możecie. A mnie zostają marzenia i zmiksowana papka o kolorze zmieszanym z wszystkich barw Hogwartu. Błeh. Nie miała baba kłopotu. Ale trudno sam chciałam nie marudzę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz