piątek, 12 października 2012

Filmowo, książkowo, październikowo.


Jesień wita mnie chłodem. Wyjęłam z szafy swoje i młodych zimowe kurtki. Jest lepiej, ale świadomość, że będzie zimnej jest mało pocieszająca. Lubiłabym jesień gdyby nie świadomość nadchodzącej zimy.

Śmierciowisko jest już po redakcji i korekcie poszła do składu. Nie wiem czy się cieszyć czy bać. Chyba wybieram to drugie.

Zapisałam się na studia kwalifikacyjne pedagogiczne, ale zajęcia się jeszcze nie zaczęły. I mam czas na różne rzeczy na przykład na zrobienie tortu urodzinowego dla Natalisa. Ze względu na wysokie zpoteryzowanie córki miał być z sową. Troszkę za mało kremu wyszło, ale ogólnie nawet był smaczny. Wyglądał o tak: 

 

Poza tym czytam, oglądam i dziwię się światu.

Dziwię się na przykład czemu takie gnioty jak Jestem Bogiem mają nachalna promocję. Nie, nie wiedziałam. Widziałam trailer i mi wystarczy. Wynurzenia egzystencjalne dresów mnie bawią. A promocja jest tak nachalna że boję się otworzyć lodówki, żeby nie zobaczyć Paktofoniki. "Jeszcze oszaleją wszystkie pizdy Gdy poznają mój urok osobisty. Duszę artysty" Jakoś ta wielkość do mnie nie przemawia.

Co gorsza film grają wszędzie i cały czas i kiedy chce iść na jakiś film jest on wyświetlany w czwartek 20:45. Ale udało się. Mimo morderczej pory poszłam na Wiedźmę Wojny. Film dostaje 10/10. W sumie po przeczytaniu iluś-tam recenzji wiedziałam czego się spodziewać ale i tak wgniotło mnie w fotel. ( Swoją drogą dobra recenzja tu http://www.rp.pl/artykul/935372.html )

Wietnamski reżyser robi film o wojnie domowej w Kongu. Choćby ze względu na to chciałam to zobaczyć. Co, Azjata, z kraju, który było przeorany jedną z gorszych wojen partyzanckich w lesie ma do powiedzenia o takiej wojnie. A właściwie nie o wojnie, bo nie jest to film wojenny, ale raczej historia jednej dziewczyny. Porwana w wieku dwunastu lat Komora musi zabić rodziców i a potem jest wcielona w siły rebeliantów. Nie będę streszczenia fabuły, bo może ktoś się wybierze. Powiem tylko, że doskonały dziwny malarski film. Momentami przejmująco smutny, momentami ciepły. Chwilami bardzo realistyczny, chwilami na granicy snu i halucynacji. Ma w sobie coś z Czasu Apokalipsy i z Czasu Cyganów. I zupełnie niesamowita gra aktorska szczególnie głównej bohaterki. 

 

Poza tym: czytam. Skończyłam Liczby Charona Krajewskiego - tak wstydzę się. Wiem, że to jest zła literatura, powtarzalna, groteskowa, komiksowa. Ale co poradzę, że wracam do Krajewskiego. Nie wiem czy mnie bardziej wciąga czy bawi.

A teraz regeneruję musk Filipem Springerem i Miedzianką - HistoriąZnikania. Bardzo dziwna książka. Reportaż, nie reportaż, historia miejsca, którego już nie ma, na granicy starannie zebranych faktów historycznych i literackiej fikcji. Zbiór impresji, ludzkich losów pokręconych przez historię, bez wyraźnej fabuły, a jednak wciąga jak kryminał.

A i był cudowny koncert Dikandy w Chorzowie. Oni są niesamowici. Chyba jeden z najlepszych obecnie grających zespołów. Mogłabym zostać ich etatową groupie.

No i w tym wszystkim, miedzy gotowaniem, odkurzaniem, czytaniem, odprowadzaniem, piciem setnej zielonej herbaty próbuję pisać. Już mam prawie całą fabułę na Coś Nowego. Tylko nie mam czasu tego poskładać, przeczytać jeszcze raz i zacząć. A już mnie wyrywa.

A w międzyczasie się doczekałam. Córka pisze. Dostała wymarzonego konika Sparkle. Zauważałam, że długo coś notuje w kajecie patrząc na tegoż konia. Pytam się co piszesz.
- Piszę książkę. „ O księżniczce Sparkle i jej wojnie z królem Czarnych Pegazów'
Ómarłam. Za dużo epickiej literatury + pisząca matka = efekt jak widać. Podobno ma już wydawcę. Wydawnictwo „ Małe Zwierzątka” jest zainteresowane.
Aaaa Czarne pegazy to kuzyni Nazguli ale sto razy gorsi, ale ona wygrała bo raziła ich tęczą z rogu.

0 komentarze:

Prześlij komentarz