Odgrzybianie poszło. Gdybym wiedziała, gdybym miała pojęcie ile to będzie noszenia, czyszczenia, układanka, ścierania...to bym się na to nie odważyła. Błogosławiona niewiedzo. Jak z porodem. Jak masz skurcze już za późno żeby się wycofać. Jeszcze się nie wygrzebaliśmy. Tyle, że czas spędzony u Natti był przesympatyczny. Ja wiem, że w mieszkaniu nasza dodatkowa czwórka to istny najazd szarańczy, ale było strasznie fajnie. Zwłaszcza podsłuchiwanie w ciemnościach rozmów dziewczynek. Odpowiedz na pytanie „Olgusiu, o czym marzysz” - bezcenne. Dobrze jest mieć ludzi, na których można liczyć.
A teraz miał nas czekać remont sypialni. Dziesięć lat temu malowałyśmy ją z Masią na wściekły pomarańczy z czerwoną przecierką. Ludzie zazwyczaj komentowali „rzeźnia” i bodajże tylko jedna Indygo od początku powiedziała fajnie (-; Ale my uwielbialiśmy tą sypialnię. Co nie zmiana faktu, że po dziesięciu latach wygląda nieciekawe. Teraz będzie wszystko pozmieniane na biało, złoto i buduarowo. Będą lustra, ściany w złamanym białym z dodatkiem złota ba bokach i fotografie mnie najprawdopodobniej autorstwa Marty.
W każdym razie remont miał być w lutym. Ale pan zadzwonił, że może być 19 stycznia. Prosiłam o czas do namysłu, ale jasne, super, za jednym czyszczeniem się zrobi. Wynieśliśmy łóżko, zafoliowaliśmy wszystko, ciuchy do worków....i dzwonię o której pan przyjedzie. A pan na to, żeśmy się nie dogadali i on myślał, że mi jednak pasuje luty. I będzie 19 ale lutego. Nogi się pode mną ugięły i jakoś wybłagałam termin 30 stycznia. Do tego czasu na walizkach.
Więc siedzimy na tych walizkach, a właściwie niebieskich plastikowych workach i czekamy. Czekami i czytamy, bo to umila czekanie. Niedługo przywiozą mi Abarat III Absolute Mindlight z którą zmierzę się w oryginale w lutym. Obejrzycie ten link - cudowna książka, jakby Barkerowi kazali napisać coś na kształt Alicji w Krainie Czarów. Nie sadzę, żeby to przetłumaczyli na polski.
Poza tym długo oczekiwany Sezon Maczet Jeana Hatzfelta- trzecia część trylogii o ludobójstwie w Rwandzie, Kielich Łysiaka ( tak wiem, nadmiar Łysiaka zakończy się czkawką i kacem), nowy Perez Reverte - Oblężenie, Czas Zmierzchu Glukghovskiego - kocham, kocham rosyjska fantastykę). Czyli mogę mieć świat i remont głęboko gdzieś, siedzieć i czytać.
I kilka książek dla Natlisa. No właśnie, co czytacie dzieciom? My po Narnii, która była dotychczas największą przygodą książkową Natalisa, mamy okres fascynacji panią Burnett Frances Hodgson. Najpierw połknęłyśmy Tajemniczy Ogród ( w cudownych ilustracjach Ingpena) teraz czytamy Małą Księżniczkę. W ogóle klasyka genialnie nadaje się do czytania na głos. A potem czekają w kolejce Bajki dla dzieci według Shakespeare'a ( dziękuje za polecenie Kasiu, już przyszły z allegro - jak przeczytamy powiem czy się podobały, ale my się trupa w książce akurat nie boimy) a potem Opowieści z Zaczarowanego Lasu N. Hawthorne.
Jedynym rozczarowaniem literackim była dla nas bardzo polecana Osiecka Dzieciom. Całe szczęście z biblioteki. Niby ładne i oryginalne, ale za abstrakcyjne dla dzieci i jak to stwierdziła Natalka „bez sensu”. A językowo na głos też jakoś mi nie brzmiało. Chyba najbardziej przereklamowana książka z jaka się ostatnio spotkałam. Książka roku 2010, nie mam więcej pytań. Jak dla nas nieczytalne.
A poza tym gramy w rpg. Tak, panie w mim wieku, z dzieciątami na reku też to robią. A ponieważ nie daję rady wychodzić regularnie to gramy przez skypa. Dwie osoby i mistrz gry. Warhammer 4000 czyli odległa przyszłość, dalekie galaktyki, inkwizycja międzyplanetarna i wstrętni kultyści. Cudowne jest to, ze gramy regularnie co tydzień ( od 20:30 w niedzielę mnie nie ma dla tego świata!) i całość ma już trochę serialowy charakter ( mamy okazję wspominać co było, obgadywać inne postacie). A ponieważ Pan Kocur też gra ( w inny dzień) to możemy sobie dogryzać na tym tle, a poza tym na przykład budzę go w nocy po sesji, żeby poinformować, że zostaliśmy nareszcie akolitami inkwizycji! Ha!
To poniżej to nasze postacie. Akolitka inkwizycji ordo Maleus Hexta Ankho i takoż akolita Ignace Holten. A potem, w poniedziałki rano oczy na zapałki, kawa, a idąc po Natalsia do szkoły z muzyką Zimmera na słuchawkach mam wrażenie, że jakiś mroczny kultysta za mną idzie. Dobrze, że mam broń laserową. W końcu taki kultysta to mniejsza sprawa niż zmiana tynku i szlifowanie gipsu na ścianie.

3 komentarze:
komentarz biznesowy: czy mogłabyś mi podać namiary na tych "odgrzybiaczy"? jacy są cenowo?
To jest ta firma http://waigel.pl/
Cenową są niefajni, ale podobno robią bardzo dobrze. Niby dwa lata mamy gwarancję plus jak zamontujemy jakieś napowietrzanie to nie będzie grzyba w ogóle. Cenowo biorą " za pokój" za pierwszy 690 potem dużo tajniej - da się targować (-;
Ale potem naprawdę bardzo mocno śmierdzi, nam się miesiąc wietrzy już.
dzięki!
Prześlij komentarz