czwartek, 5 stycznia 2012

A jak Armagedon

Armagedon. Zagłada. Chaos.. Koniec świata. I tylko szarańczy mi brakuje. No i egipskiej plagi żab. Wiec wybaczcie, że notka będzie nieuporządkowana.

Święta minęły spokojnie i dość miło. Bez kontaktu z rodzicami - nie wiem co tym chcieli udowodnić - ostentacyjne telefony do Natalki bez słowa do mnie - ale efekt był taki, że pierwszy raz od dawna miałam Święta-Bez-Awantur. Myślę, że tak jest lepiej. Tak czy inaczej trzeba w końcu dorosnąć - cieszyć się własnym życiem a nie tkwić w błędnym kole rozważań - jakie to mam złe relacje z rodziną. Na chwilę obecną nie mam ich wcale. I nie jestem pewna czy jakoś mi to przeszkadza.

Niestety po nowym roku czeka nas walka z Egipską Plagą. Stare budownictwo + szczelne okna = wszechobecny grzyb. Tym razem postanowiliśmy powiedzieć dość - fungus no pasaran - i zamówiliśmy firmę. Tyle że na przyszły poniedziałek musimy wszystko wynieść z mieszkania. Wszyściutko. Wyobrażacie sobie? Chwila przerwy, wdech i wyobrażanie; wszystkie książki, garnki, kubki, bibeloty, koce, ubrania do skrzynek i fru. A potem na jeden dzień wynoszę się do Natalii z dzieciakami i Przemem. A potem układanie tego z powrotem.

A na dokładkę w lutym powtórka z rozrywki czyli remont sypialni z kuciem tynku, malowaniem i zmianą niemal wszystkiego. Ha. Na razie najprzyjemniejsza rzecz czyli robienie projektów, ale już czuję ten pył w powietrzu.

Jakby było mało Natalis w gipsie. Czyli mam dwójkę dzieci do noszenia i zabawiania. Starsze już z nudów nie wytrzymuje. Drugie ma czas: raczkuję, liże buty, wkładam łapy do kontaktu, wywalam kosz na śmieci i robię inne fajne rzeczy. A poza tym noś mnie matko bo ząbkuję i czuję się nieswojo.

A jakby było mało zgubiłam wczoraj portfel i klucze. Ha, nie żart. Zachowując pogodę ducha i właściwą perspektywę ( że w sumie nikt nie ma raka, ani odsiadki w więzieniu i to w sumie SĄ drobiazgi) z małą nadprzyrodzoną interwencją znalazłam. Nie pytajcie gdzie były.

Uf. Byle przeżyć najbliższe dwa tygodnie.

A w przerwach między pakowaniem, noszeniem i innymi takimi - czytamy, oglądamy i planujemy.

Ja skończyłam właśnie Satynowego Magika Łysiaka. Łysiaka zasadniczo uwielbiam, choć kiedyś wydawał mi się powtarzalny. A tym razem wyszło bardzo świeżo, mocno i zaskakująco. Powieść osadza w historycznych realiach roku 1938 ale z solidnym dodatkiem nadprzyrodzonym. Książka jak zwykle błyskotliwa i dygresyjna, tym razem porusza kwestię natury zła. Kim jest Satin, czyli Sat możecie się domyśleć. I podaje wcale niegłupią tezę, że zło to relatywizm, zacieranie granic, małe kroczki na ciemną stronę mocy. Polecam.

Śmierciowsiko w zawieszeniu. Jedno z całkiem solidnych wydawnictw odpisało, że im się podoba i chcieliby wydać i odezwą się ze szczegółami za dwa tygodnie. I cisza. Trzy tygodnie. A ja nie wiem czy tam dzwonić czy co? Męczy mnie ostatnio brak pisania, święta, remonty, choroby i w sumie od jesieni jedno mizerne opowiadanko. Tęsknię za pisaniem powieści, długiej, wielowątkowej, która byłaby moją drugą rzeczywistością. Jak w ciągu miesiąca nie zacznę psiać to będę czuła, że coś mi ucieka.

Od jesieni zaczynam studia. Podyplomowe. Terapia pedagogiczna. Jeżeli kiedyś mam wrócić do pracy to nie do miejsc podobnych mojemu byłemu pracodawcy. Jeżeli już mam mieć głodową stawkę to za coś co uważam że ma sens. A z młodymi się czuję dobrze. Lata temu kiedy wybierałam studia byłam pod presją rodziny i wybrałam kompromis między tym na co mnie namawiali, a tym co bym chciała. I jak każdy kompromis był w połowie do kitu. Cóż, są w życiu różne czasy i czasu na studiowanie w pełnym znaczeniu tego słowa już nie będę miała - ale mogę zmienić profesję. A praca w szkole czy poradni myślę, że nie byłaby taka zła. zapewne jak młody dorośnie do wieku przedszkolnego, ale o studiach można pomyśleć już teraz.

Ale to za jakiś czas. Teraz tylko ogarniać, ogarniać, ogarniać tą kuwetę. I przeczyć jakoś styczeń.

2 komentarze:

monika mimo-za pisze...

Znam... walkę z grzybem, choć może nie tak armagedońską, gubienie się (i rzeczy) oraz odnajdowanie, Młodych ząbkowanie, myśli zmartwychwstanie... żywot odwieczny, amen. Cierpliwości Anielskiej życzę.

Minerwa pisze...

Człowiek wszystko przetrzymie, ino po rozumie... Ale w takich sytuacjach rozum najczęściej obraca się na pięcie i wybiera emigrację. Podziwiam Twoją odporność i niepoddawanie się - mimo wszystko.

Prześlij komentarz