sobota, 22 października 2011

Trust me. I am House. Doctor House.

Nie lubię seriali. Minęło mnie lost, Glee, Przyjaciele i Gra o Kuwetę tfu...o Tron. Jedyne seriale które odkładałam to Rzym, Borgiowie i miejscami rozczarowujący Tudorowie. A w te wakacje dzięki Natti wciągnęłam się w Housa. I obejrzałam wszystkie 7 sezonów. O ja niedobra, tak marnować czas. A co poradzę, że on taki fajny. W ogóle to całe mieszczańskie towarzystwo z Wilsonem, Foremanem i Chasem strasznie mnie irytowało. Kutner, Taub i trzynastka dużo fajniejsi. Zasadniczo wyskoki Housa wcale nie były takie straszne; facet inteligentny, emocjonalny jak diabli i mu zależy. W tej kombinacji mogłabym nawet przymknąć oko na wjeżdżanie samochodem do mojego salonu. Cuddy jest nieprawdopodobnie głupia, w końcu wiedziały gały co brały nie? Ech. Czy ja już pisałam że mam słabość do emocjonalnych, inteligentnych sukinkotów? Mogą być z laską albo w masce.

A że oglądam Housa najczęściej coś robiąc - a więc bez napisów a w polskiej wersji językowej, to słucha go też Natala. Co efekty ma różne.
- Mamusiu...moja owieczka jest chyba chora...
- Tak? A co jej jest? Przejadła się?
- Nie ma arytmię i zator w tętnicy.

Poza tym Natalis zdecydował, że jednak chce się uczyć grać na instrumencie. I wbrew mojej delikatnej sugestii że akordeon jest bardzo fajny, wybrała skrzypce. Bójcie się sąsiedzi.

Czytamy teraz z Natalisem Kate Dicamillo Dzielny Despero. Cudowna książka. Jedna z lepszych dla dzieci jakie czytałam. I pozwolę sobie przepisać jeden cytat; „Są takie serca, czytelniku, które po złamaniu nigdy nie goją się jak należy. A jeśli się goją, zrastają się nierówno i koślawo, jakby zeszyte ręką niedbałego rzemieślnika. Taki był właśnie los Chiaroscuro. Złamano mu serce. Podnosząc łyżkę, wkładając ją sobie na głowę i mówiąc o zemście, w jakiś sposób starł się poskładać swoje serce w całość. Ale, niestety, poskładał je krzywo.”



Pewnie za jakiś czas będę ją czytała po raz drugi. Bo obywatel M. skończył wczoraj pół roku.

2 komentarze:

Miętówka pisze...

Zaaawsze chciałam grać na skrzypcach. Ale do tego potrzeba naprawdę dużo samozaparcia i cierpliwości, bo żeby coś zagrać ładnie trzeba się nameczyć dużo.
No chyba że się średnio ambicjonalnie i umuzykalniająco podchodzi do przedsięwzięcia, wtedy jest całkiem fajna zabawa z tym.
Gra o Kuwetę... no tak. :D

labruja pisze...

Stanowczo podchodzimy do tego umuzykalniając średnio ambicjonalnie. Dla przyjemności - tak jak rysownie dla mamy. A jak się wciągnie to dobrze. Jak nie to jest wiele innych fajnych rzeczy na świecie.

Prześlij komentarz