piątek, 26 czerwca 2009

W stronę słońca.

Mam huśtawkę nastrojów.

Potrzebuję wakacji to raz. A z wakacjami jest problem. Problem natury można powiedzieć egoistycznej. Ale po kolei. Mam 25 dni urlopu. Natalis w przedszkolu ma wakacje więc idea jest taka żeby prawie cały urlop brać w lipcu-sierpniu żeby jak najwięcej na powietrzu była. Tylko, że dotychczas moje wakacje przypominały sytuacje przysłowiowych szewców co nie mieli pieniędzy, ale mieli czas. Teraz dalej nie ma pieniędzy i nie mam również czasu. Sama idea posiadania „urlopu do wybrania” mnie drażni. Zawsze jeździłam kiedy była okazja, kiedy chciałam. A tak zaplanować do przodu. A skąd ja mam wiedzieć jaka będzie pogoda/ okazja / ochota?

Tak czy inaczej mam 25 dni
Z 3 dni zrobiono tydzień i jedziemy z Natalsiem do Jawornika. Wieś sielanka, Natalia ( duża) i mały Olguś. Jadę w poniedziałek po szkoleniu i ogólnie się cieszę.

Z dwóch dni uszyto ( po dosztukowaniu weekendu i wylotu wieczorem) 4 dni w Londynie tylko z kocurem. To na koniec wakacji. Wisienka na torcie.

5 dni plus weekendy to Falmberg z Przemem i Natalsiem (-; Tak tak tak (-;
5 dni to nasz wyjazd z Kocurem w Łemkowszysznę. Czyli na pogranicze Bieszczad i Beskidu niskiego – jawy i snu – przeszłości i teraźniejszości.

Zostało 5 dni z weekendami to daje 9. Na wyjazd mój z Nat na słoneczko. I tu mamy problem.. W sumie to proszę o radę szanownych czytelników.
Była opcja jechać we dwie do Łupkowa. Pokazać tą moją ukochaną leśno cerkiewną część świata. Tyle że to lato wygląda zimno deszczowo. A nawet tam z deszczu z Nat będzie…średnio.

Idealna była opcja wyjazdu w Walencji. Naprawdę chciałam zobaczyć Masiów, przesłać maleństwu-w-środku dobre uroki, jechać do Oceanarium z Nat i na plażę, pogadać z Łukaszem o muzyce, pojeść owoców morza. I Zonk. Bo bilety są wściekle drogie. Do Walencji nie da się dojechać. Przeglądanie Rayanaiara przypomina zaburzania orgazmu. Już, już, już masz fajny lot. Ale…dzieci promocja nie obowiązuje, lata tylko w dni jakie nie pasuje, a w ogóle to opłaty lotniskowe wychodzą 200 euro. I szlag trafia.

Pojawiła się trzecia opcja żeby złapać Super-Okazję + zniżkę dla dziecka i jechać do Egiptu/Tunezji/Czegoś w Tym Guście na plażę. Taka duża piaskownica, basen, morze i ciepełko. Wychodzi taniej niż nad nasze morze i mam duże przekonanie ze Nat się spodoba. Tylko…ja nie umiem!

Wakacje zorganizowane – z betonowym hotelem i ohydnymi tłustymi ludźmi w wokół, perspektywa że nie będę miała do kogo gęby otworzyć jest przerażająca. Zresztą same traktowanie Podróży – czyli czegoś w jakiś sposób metafizycznego - jak kanapki z Mc Donalda jest czymś odrażającym i wstrętnym. Tak wiem, ciepłe morze, nauczę Nat pływać, będą lody, ja kaszlę od miesiąca, Nat też – wygrzałybyśmy się na słonku – ale coś krzyczy mi nie. Kiedyś, jak będzie większa ją tam zabiorę. Wynajmiemy samochód, pojedziemy nurkować na rafę. Ale nie w takiej formie.

Czyli zostają na dzień dzisiejszy Łupków. Raczej. Najbardziej mnie tam ciągnie, acz czuję się egoistycznie. Może dam się jeszcze przekonać. W wezmę 3 grube czytadła na wieczory (-;

Swoją drogą przy rozważaniu tej opcji przeglądałam dwa wieczory strony biur podróży. Teksty z ofert wprawiają o atak śmiechu. Nie wiem czy mają ludzi za idiotów ale wszystko po to żeby ukryć fakt, że plażą jest mała, daleko, a hotel byle jaki. I opnie na google maps w ingliszu " w sumie fajny hotel, ale omijajcie bo w sezonie sami Polacy"


A poza wakacjami:
Rozmawiałam z rodzicami ( z ojcem znaczy się) o planach o których pisałam 2 posty niżej. Jego rekcja była tak do bólu przewidywalna. „Super, ekstra, koniecznie spróbuj…ale wiesz zderzysz się z rzeczywistością i to się nie uda. Albo wiesz, zrób to ale nie teraz…poczekaj kilak lat. Zrób plany”
BRRRRRRRRRRR

Robiłam życiu mniej i bardziej ryzykowne rzeczy. Żadnej nie żałuję. Ale mam wyrzuty że kilku rzeczy nie robiłam kiedy była na to czas. I teraz jest musztarda po obiedzie. Brr. Kiedy się temu bliżej przyglądam to rzeczywiście wykłada to na prawie nierealne i posiadające dużo minusów. Ale ma też plusy. Znaczące.

A i jeszcze kilka słów okolicznościowo.

Siedzę sobie w pracy w której gorąco i z żalem dyskutuje się o śmierci Michalea Jacksona. Całe to zjawisko, ta masowa histeria jest dla mnie niezrozumiała. Nigdy jego muzyki nie słuchałam, a z tego co gdzieś złapałam, to brzmiało jak śpiewany cienkim głosikiem popik i cudaczne stroje. Dużo doskonałego marketingu i kreowania na Króla Muzyki kogoś kto za bardzo śpiewać nie umiał. Może taki koniec był nawet bardziej humanitarny? Po tym co sam zrobił z własnym ciałem śmierć biologiczna jest chyba wybawianiem. Ikonami lat 80 i 90 na których się wychowałam to Cohen, Sting, Queen – na tym się wychowałam. A dzisiejszą wiadomość przyjęłam z wzruszeniem ramion, i ogromnym zdziwieniem nad całym szumem medialnym. Czy ludzie się sami tak nakręcają?

9 komentarze:

Vika pisze...

nie żałuj rzeczy, których nie zrobiłaś, zrób je teraz, jeśli masz okazję, nie żałuj rzeczy, które zrobiłaś, najwyżej nie rób ich ponownie - rada jaką kiedyś dał mi ojciec, działa zawsze :)

wakacje: ja jestem za łupkowem, jeśli mój głos może zaważyć na szali :) wakacje zorganizowane w egipcie czy indziej mimo, że taniej niż w polsce, jakoś budzą mój sprzeciw...

co do biednego michael'a, jego czas przeminął już dawno, ostatnimi czasy budził raczej politowanie i irytację. chociaż kiedyś tam lubiłam go słuchać, czemu nie?

labruja pisze...

Tylko sama przyznaj, że Natalisowi słoneczko, duzaaaaa piaskownica, basen, pływanie i morze podobały by się bardziej...I dlatego w ogóle dylemat.

Vika pisze...

ja dzieckiem będąc jeździłam z rodzicami pod namioty, więc mam lekko skrzywione spojrzenie na udane wakacje :) ale może za to w wolne weekendy zabierać Natalisa do tych fajnych aquaparków u naszych sąsiadów?

labruja pisze...

Na tej zasadzie to ja będzie Flamberg. Ale to jej sie podoba bo są ludzie, ciocie i wujki, coś się dzieje. Ja najlepiej w wieku 5-8 lat wczasy w Bułgarii ( jechaliśmy maluchem) - tylko nie daj boże zwiedzanie Sewastopola - święty spokój i super zjeżdżalnia na plaży. Jak sie ma lat mało to inne rzeczy sprawiają frajdę. A ja urlop moge wziąć tylko w lipcu - a ma być zimno i deszczowo.

Vika pisze...

w takim razie daj zadecydować Natalisowi :)

Anonymous pisze...

1. "A skąd ja mam wiedzieć jaka będzie pogoda/ okazja / ochota?"

Witaj w raju kobiet aktywnych zawodowo. Nie sądzę by Cię to pocieszyło, ale przynajmniej ja się obżalę: jako właścicielka małej firmy WCALE nie mam urlopu, nie mam też L4 i wielkich pieniędzy póki co też:) A w wakacje mam ich, do cholery najmniej -;)Pożaliłam się - dziękuję:)

2)Kompletnie się nie znam na dzieciach, ale moim zdaniem Natalis nie zobaczy jeszcze takiego Łupkowa, jaki Ty byś jej chciała pokazać. Może spróbujesz wymyślić coś by jechać tam sama na 2-3 dni, skoro to Tobie na tym zależy? A tam gdzie nie chcesz - nie jedź. Zdecydowanie.

Na pewno jest jeszcze jakiś trzeci kierunek, a jak jest to już Ty go sobie wyryjesz:)

3. Uwaga o "ohydnych tłustych ludziach" mnie uraziła, choć sama tłusta jeszcze nie jestem. Phi! Nie każdego takiego pięknego jak Ciebie Bozia stworzył. A wyszłaś mu - fakt.

4. Kto nie ryzykuje, ten siedzi, ale i życie ma nudne i nie swoje jakieś. Jakby tylko stał i z boku się przyglądał... Najwyżej później zawiniesz ogon pod siebie i będziesz naprawiać. Tak to zwykłaś mówić, czy mi się zdawało? -;)

cantadora

Anonymous pisze...

Hm, złap okazję do wielkiej piaskownicy (polecam Turcję),na miejscu olej wycieczkę i odkrywaj uroki orientu - wypożyczenia auta konieczne, chyba że masz duuuużo cierpliwości - komunikacja publiczna (a jakich ludzi można spotkać, bajka).
Ola Sarna

labruja pisze...

Betonowe hotele to nie orient. To jak poznawać Afrykę z Hotelu i safari w Kenii. raz już przeżyłam 2 tygodnie gdzie nie miałam do kogo gęby otworzyć. Bardzo nie chce jechać. A jak postąpiłam za rada Viki i zapytałam Nat...to sami domyślcie się odpowiedzi. Jestem w kropce.

Anonymous pisze...

Kochana, orient jest 10 km dalej, wystarczy wyjść za beton. bo tak naprawdę Nat jest jeszcze zbyt młoda na wakacje, które dadzą Ci 100% satysfakcji. Potraktuj beton jak sypialnie i okrywajcie. jeśli chodzi o Turcję - służe radami - objechałam całą starannie unikając betonu :D Może trochę za bardzo się uprzedzasz?
Sarna (przeciwniczka betonu i polaczków rzucających się na leżaki i żarcie)

Prześlij komentarz