Jednak to była ospa. Ja i kocur okupiliśmy to ponad tygodnia walki w wrednym wirusem. Kocur bardziej chory, z gorączką i bólem mięśni. Ja zmaltretowana psychicznie na widok mojej twarzy, która Wygląda zupełnie nie tak jak trzeba. Zawzięłam się na skórę. Nie wiem jak ja to zrobiłam siłą woli Afrodycką, silnymi lekami antywirusowymi czy inną chemią, ale jest już dobrze. Jest ładnie, raczej to chciałam powiedzieć. Tak czy inaczej zakończę całą ospę w weekend wizytą u kosmetyczki. Należy mi się.
Po lekach antywirusowych zostały przekrwione oczy –znak, że wątroba mnie nie lubi. Trudno, tak czy inaczej będzie musiała ze mną zostać.
Poza tym schudłam. Nie wiem ile, ale ciała mam mniej i nawet mnie to cieszy. Mam smaka tylko na mandarynki jabłka i zieloną herbatę. A na takiej diecie się nie spasie. Mam teorię, że moja wątroba odmawia trawienia cięższych rzeczy.
W czasie choroby maiłam mały epizod z polska służbą zdrowia. Potrzebowałam 2 dni L4 i z zamiarem zdobycia tychże udałam się do przychodni. Panie zbaraniały że mam 28 lat i nigdy nigdzie nie byłam zapisana, ale ok. Zapisały mnie na 12:30. Na 13 miałam odbiór Natalisa wiec dobrze. Przychodzę 12: 29 a ty 4 babcie przede mną. Grzecznie proszę, a one że tez są na 12 30 i mnie nie przepuszczą bo młoda i mam czas. Wkurwiona Demeter się zrobiłam. ( dziecko na mnie czeka!). Poszłam do rejestracji i tak aby mnie słyszano dałam znać ze „przez przypadek chyba zapisano kilka osób na tą samą godzinę… a mam ospę, bardzo zakaźną i czekać nie mogę”. Na dźwięk ospa zakaźna ludzie w poczekalni którzy ospy nie mieli mało bab przede mną nie związali, żeby mnie puściły (-; A potem pan doktor mnie obejrzał – dokładne – bo jak mówi w życiu ospy nie wiedział, bo on nie pediatra i zawsze trzeba się czegoś nowego nauczyć.. Fajnie mam dwa dni L4.
Następnego dnia krajobraz na mojej twarzy wyglądał ponuro. Paskudnie. Usmarowałam się czymś białym i ruszyłam w świat, żałując że nie mam maski. Przemykając pod ścianami usłyszałam za sobą „ Jak pani ślicznie wygląda, tak świątecznie…” Ómarłam. Zaczęłam się śmiać jak norka, z ospy z siebie. Bo fakt, wyglądałam jak ośnieżona choinka. Dalszą drogę przebyłam z rogalem na buzi i podniesiona głową. Choinki się nie przemykają pod ścianami. Dystans do siebie połową sukcesu. ( Druga połowa to dobrze dobrane leki)
Poza tum poczta przyszedł prezent niespodzianka. Otwieram pudełko…a tam … PASIKONIK. „Mam otworzyć skorpiona, mam otworzyć pasikonika” od razu mi przyszło do głowy. Wiem, że aluzja była niezamierzona, ale bardzo fajnie przypadkowa.
Niektóre niedokończone sprawy wracają w snach. Tylko, że inaczej potoczyć mogły by się wtedy. A teraz jest teraz i to nie ma już znaczenia. Gdybym była gobelinem to wystawały by ze mnie gdzieniegdzie pourywane nitki. Głęboki wdech, przypominam sobie te dobre chwile i znowu niczego nie żałuję. Pewne, rzeczy są jak ospa. Tylko raz.
I jest tylko teraz.
Dzisiaj poszłam z Natalisem na sanki. Niby mam siedzieć w domu, nie doziębić ospy. Pieprzyć to. Pieprzyć ospę. Chora mogę być potem, szczęśliwsza będę teraz. Teraz-Potem, Mogę-jestem – istotna różnica. Obłędnie fantastyczne uczucie. Płatki śniegu we włosach. Tulę mocno moja córkę i obie piszczymy z radości zjeżdżając sankach z „tego stromego” zbocza górki. Potem się turlamy. Świeży śnieg ciągle pada, a na osiedlu nie ma nikogo. Tak jakby padał tylko dla nas. Dziwne, ale od bardzo dawna nie czuję w taka pogodę zimna. Czuje tylko szczęcie od koniuszków nóg do nosa. Kieruje sankami, żeby nie wjechać w krzaki i wywalamy się w zaspę. Kocham Natalia tak mocno, że prawie tego nie mogę pojąć. W takich chwilach stwierdzam, że nie ma nic lepszego niż życie. Że nie ma nic lepszego niż dzielić z kimś na dwie części te spadające płatki śniegu. I nie ma nic lepszego niż zjeżdżać z górki po tej stromej stronie. Nie ma nic lepszego niż teraz.
A stan mojego gardła jutro rano mam głęboko gdzieś.
Dalej czytam Hyperiona. Wciągnęłam się do tego stopnia, że wychodząc rano bardzo się zdziwiłam, że Wyborcza nic nie pisze o wojnie międzyplanetarnej.
A słucham tego:
2 komentarze:
Ślę uroki zdrowotne - żeby ospa sobie poszła precz w ogóle. Śnieg cudowny, żal by było przegapić.
A dziś mi się śnił Chyżwar. Muszę Ci podrzucić drugą część niedługo, może i Tobie się przyśni. BTW, to był dobry sen, nie koszmar. Aż dziwne, prawda?
Ooooo:)
Zdrowiej Królowo!
Prześlij komentarz