Ha, od czego zacząć po tak długim czasie. Nie będę pisać o pracy, bo i tak już dość was o tym zanudzam na spotkaniach. A wystarczy napisać, że mi się to podoba i jakoś idzie.
To ja dziś troszkę o Kulturze. (-; Co czytam, czego słucham, co oglądam, gdzie bywam. Mam ostatnio trochę różnych miłych doznań kulturowych. (-;
Może od końca. Gdzie bywam. A dokładniej gdzie byłam; na festiwalu muzyki folkowej Mikołajki Folkowe w Lublinie. Daleko to jak sukinsyn, ale watro było. Zabawa fenomenalna, nawet Kocur się wciągnął. Zespoły różne; na uwagę i oklaski na stojąco zasługują Orkiestra Świętego Mikołaja, Bracia Sufi z Pakistanu i kapela rycerska z Węgier. Dawno się tak na koncercie nie wybawiałam. Bo jest to dokładnie taka muzyka jak lubię najbardziej; rots, folk, na dawnych instrumentów, bez gitar elektrycznych, klimaty Karpat ( to nie bracia sufi (-;).
Atmosfera imprezy fenomenalna, chociaż czasem czułam się z boku jak obserwator. Z jakiś względów nie mogę się nigdy wpleść w grupę. Za dużo chyba we mnie krytycyzmu i indywidualizmu. Niektórzy ludzie ( jak choćby nawiedzeni czciciele Peruna i Swarożyca) budzą we mnie bardzo mieszane uczucia, Trudno. Ale muzykę odbierałam na 100% i bawiłam się cudnie. I wróciłam biedniejsza o dużo pieniądza, za to bogatsza o 3 płyty, 2 pary kolczyków, kota świecznik dla Kocura i pół kilo mate. A wracając zajrzeliśmy do Sandomierza i znaleźliśmy fenomenalną Herbaciarnię – może nie jakoś super urządzoną ale z rewelacyjnymi herbatami i bardzo bardzo niedrogą. Trzymamy za nich kciuki żeby sobie dali rade.
Co oglądam i słucham; Dostałam na DVD wytęsknionego Fausta z Angelą i Roberto ( patrz dwie notki wcześniej) Jest to rewelacja pod każdym względem. Głosu, muzyki, inscenizacji, baletu. Bite trzy godziny siedziałam z rozwartymi oczami i uszami. Kto nie widział co zrobiono z nocą Walpurgii temu i tak nie opowiem. Fidelio, Natti jeżeli macie już płytkę to czekam na wasze refleksje. Bardzom ich ciekawa.
Byłam też z Natti na Trafiacie. I ogromnie pozytywnie się zaskoczyłam. Przez momnt miałam naiwne nadzieje, że Opera Bytomska jest dobra. Nie, to był po prostu gościnny skład. Szersza recenzja tu: http://operaangel.proboards54.com/index.cgi?board=muzyka&action=display&thread=1196768548
Z filmów, to aż głupio się przyznać ale dopiero teraz sięgnęłam po Piratów z Karaibów. Część II tak koszmarnie mi się nie podobała, że nie mogłam się zmusić do Trójki. A to niespodzianka. Film bardzo mi się podobał. Poszli w absurd tak bardzo, że mnie to przekonało. A początkowa scena wieszania jakoś poruszyła. Nie było godzinnych walka z ogromną kałamarnicą, za to wątki z II i I części się wiarygodnie wyjaśniły i posplatały. Ani minutkę się nie nudziłam i żałuję jak nie wiem że odpuściłam sobie to w kinie.
Czytam: Pożyczyłam od Małego Kossakowskiej Siewce Wiatru. I odbiłam się jak od ściany. Książka napisana jak dla mnie nienajlepiej. Taka sobie przygodówka tylko nie wiedzieć czemu bohaterowie furkają na skrzydłach. Nie będę się z opinią specjalnie afiszować, bo fandom mały, a autorka podobno sympatyczna to nie będę jej kocim pazurem krytyki haratać.
Potem, „na odtrutkę” sięgnęłam po W. Hugo. W końcu doszedł z allegro Człowiek Śmiechu. Czytam dalej w tej chwili i trzymam kciuki żeby książka się nie skończyła, bo dochodzę do wniosku że Hugo jest moim absolutnym mistrzem. Po pierwsze ze względu na język. On jest czarodziejem. Kiedy opisuje burzę śnieżną to mi JEST zimno, kiedy opisuje długą drogę to ja nią idę razem z bohaterem. Dwa to jest mistrzem obserwacji; Hugo pisze o ludziach; tych krzywdzonych i tych krzywdzących i wszystko to jest napisane ogromne wiarygodnie bez nutki dydaktyzmu obecnej w polskich powieściach. Jest jednym z niewielu autorów które autentycznie potrafią mnie poruszyć. Czytam w niemym zachwycie.
To na koniec może co pijam, żeby było do kompletu. Mate, dużo i nałogowo. I luzuje się przed świętami. Jakoś to trzeba będzie przeżyć. Tylko bez histerii. Będę pisać więcej mrocznych tekstów jak się zbieszę. A wen dopisuje (-; ale szaaaa.
0 komentarze:
Prześlij komentarz