środa, 3 stycznia 2007

Sylwester cudowny. Bardzo zakręcony, polsko-szwedzko-hiszpański. Z lobstreami, krewetkami, białym winem i muzyką. I przefajną atmosferą. Troszkę taki „ą” „ę”, ale i na luzie i z jajem. I dawno mnie taks sztuczne ognie nie cieszyły. Oby to był dobry rok. A Przynajmniej taki jak ten poprzedni. Bo 2006 to był bardzo dobry rok. Taki mój, rok spokoju, czegoś dobrego, porządkowania siebie. Może chwilami wydawał się zbyt jednostajny, ale są też w nim jak rodzynki w cieście, niektóre książki, płyty, wyjazdy i filmy. I teksty własne. I ważne rozmowy. Dlatego żegnamy rok poprzedni z wszystkimi należnymi honorami.

0 komentarze:

Prześlij komentarz